DAILY USE: Blubel. Owocowy balsam nawilżający od Ziai

Dzisiaj będzie trochę o kosmetycznej logistyce. Jak zdążyliście już może zauważyć, moją największą obsesją są balsamy do ciała. Jeśli chodzi o pielęgnację włosów albo kolorówkę, jestem dość rozsądna: znajduję jakiś produkt, jestem z niego zadowolona, używam go przez długie miesiące (albo nawet lata). Ale w przypadku produktów do pielęgnacji ciała mój zdrowy rozsądek całkowicie się wyłącza i z każdej wyprawy do drogerii po, dajmy na to, waciki i proszek do prania, wracam obładowana kolejnymi butelkami żeli pod prysznic, mleczek nawilżających i peelingów. Z większości nie jestem później zadowolona, więc ledwie napoczęte trafiają do pudła z zapasami na kilka miesięcy.

Testowaniem testowaniem, ale także w tych kategoriach mam swoje ulubione produkty, które w mojej łazience znajdują się zawsze (niezależnie od tego, ile przygodnych słoiczków czeka jeszcze na zużycie). Takie „codzienne” kosmetyki muszą spełniać szereg kryteriów, a więc muszą być:

a) dobre – ale niekoniecznie „wyśmienite”, wystarczy mi mocna czwórka. Wymagam tylko tego, by produkt mnie nie podrażniał i spełniał swoje główne zadanie: nawilżał w przypadku balsamu, mył w przypadku żelu pod prysznic, złuszczał w przypadku peelingu. Wbrew pozorom dla producentów to wcale nie takie oczywiste :)

b) tanie – jeśli wydam na jakiś kosmetyk kupę kasy, i tak nie będę go codziennie używać.

c) łatwo dostępne – chcę mieć możliwość uzupełnić zapasy w każdej chwili, nie szukam kosmetyku, po który będę musiała się tłuc na drugi koniec miasta.

d) dostępne w wielu wariantach zapachowych – zapachy bardzo szybko mi się nudzą. Jeżeli znam już właściwości pielęgnacyjne jakiegoś produktu, mogę brać różne jego odmiany w ciemno, oceniając sam zapach.

e) wydajne – generalnie lubię kosmetyki w małych opakowaniach, bo łatwiej je skończyć. Od moich „codziennych” produktów oczekuję jednak, że jedno opakowanie przy regularnym stosowaniu wystarczy mi przynajmniej na miesiąc.

Jak łatwo się domyślić, balsamy i mleczka nawilżające od Ziai spełniają wszystkie wymienione przeze mnie kryteria. Za 400ml trzeba zapłacić ok. 10zł, są dostępne i w Rossmannie, i w Naturze, i w Super Pharmie, nawet w moim supermarkecie pod domem. Występują w rozmaitych wariantach zapachowych (chociaż wciąż czekam na blubelowy balsam o zapachu gruszki), których pełną listę można zobaczyć tutaj i tutaj. Mają lekką konsystencję, są wydajne i dobrze się wchłaniają. Widziałam w internecie sporo narzekań na działanie nawilżające produktów od Ziai, ale ja nie mam zastrzeżeń – wystarczy mi jedna aplikacja rano i przez cały dzień moja skóra pozostaje przyjemnie gładka. Dodatkowym atutem jest fakt, że wszystkie linie Ziai są spójne pod względem wyglądu, dzięki czemu fajnie wyglądają na półce.

Do tej pory używałam już wersji pomarańczowej (uwielbiam ten prawdziwy, gorzkawy zapach pomarańczowej skórki!) i liliowej Blubel, której zapach, nie wiedzieć czemu, mojemu chłopakowi kojarzy się z piwem. Teraz zaczynam Blubel z żurawiną i poziomką, ale w planach mam przetestować wszystkie warianty – szczególnie kusi mnie nowa linia z bio olejkami.

Mam tylko jedno zastrzeżenie – „pompka” przestaje dawać radę, kiedy w środku buteleczki pozostaje jeszcze dużo balsamu. Trzeba ją wykręcić i „wytrząsać” balsam na rękę, co o poranku może być nieco irytujące. Ale ponieważ ziajowe balsamy spełniają wszystkie moje kryteria, jestem w stanie przymknąć na to oko :)

Plusy:

+ cena

+ wydajność

+ przyzwoite nawilżenie

+ dostępność

+ dużo zapachów do wyboru, wszystkie przyjemne dla nosa

Minusy: 

– nieporęczne opakowanie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s