Glossybox 8/2012 – recenzja

Każdy, kto chociaż trochę mnie zna, wie o tym, że mój dzień nie ma prawa zacząć się wcześniej niż w okolicach południa. Konieczność wygrzebania się z łóżka przed jedenastą skutecznie i trwale psuje mi humor. Z jednym wyjątkiem: nie mam nic przeciwko wstawaniu wcześnie, jeżeli ze snu budzą mnie prezenty. Tak, tak – dzisiaj, bladym świtem, o nieludzkiej godzinie 8.35, dołączyłam do szczęśliwego grona subskrybentek Glossybox i rozpakowałam wreszcie moje pierwsze, różowe pudełko. Rozbudziło mnie to na tyle skutecznie, że zamiast wracać pod kołdrę do kotów i chłopaka, pobiegłam do wanny, by przeprowadzić wstępne testy (gwoli ścisłości – po wyjściu z wanny jednak nie wytrzymałam i ucięłam sobie rozkoszną, zakończoną o 13 drzemkę). Zapis moich półsennych pierwszych wrażeń możecie przeczytać poniżej.

1. Schwarzkopf Proffesional – szampon BC Oil Miracle | Charakteryzowany jako „odżywczy produkt dający wspaniały blask bez puszenia”. Ma gwarantować zdrowy wygląd, ułatwiać rozczesywanie, odżywiać i nie obciążać włosów. Hihi, akurat. Nie zauważyłam żadnej różnicy między tym produktem a zwykłymi drogeryjniakami używanymi przeze mnie na co dzień. A jeśli zauważyłam, to na niekorzyść Schwarzkopf. Po umyciu moje włosy nie dość, że napuszyły się i poplątały jak zwykle, to jeszcze sprawiały wrażenie przetłuszczonych i przyklapniętych. Zapach szamponu dziwnie znajomy – pachnie dokładnie jak Garnier z awokado i masłem karite. Nie przekonają mnie żadne olejki arganowe i inne cuda na kiju, zostaje przy sprawdzonych, tańszych zamiennikach. Czy kupię ten produkt w oryginalnym rozmiarze? Niee-e-e. 

2. Charmine Rose – kokosowy peeling do ciała | Jestem maniaczką produktów pachnących kokosem w każdej postaci i to właśnie ten peeling ostatecznie przekonał mnie do zasubskrybowania Glossybox, na niego też czekałam z największym niepokojem. Nie zawiodłam się – jestem nim absolutnie oczarowana i tylko czekam na wrzesień, by zamówić pełnowartościową wersję. Podobają mi się i skład, i mleczno-kokosowy zapach, i konsystencja, i działanie, i niewygórowana (w porównaniu z sąsiadami z pudełka) cena – 44 zł za 200ml. Na bardziej szczegółowy opis przyjdzie jeszcze pora, póki co jedynie sygnalizuję zachwyt. Czy kupię ten produkt w oryginalnym rozmiarze? Tak, i już nie mogę się doczekać! 

3. Clarena Body Line – krem do biustu z efektem push-up | Użyłam dzisiaj zamiast serum push-up od Eveline i wydaje mi się, że – poza wysoką ceną – te produkty są naprawdę porównywalne. Z tego co widzę, mają dość zbliżony skład i zapowiadają podobne efekty, tyle że Eveline opisuje je, używając bardziej zrozumiałych wyrazów :) Wobec czego nie spodziewam się, że działanie kremu od Clareny będzie bardziej spektakularne niż w przypadku jego tańszego odpowiednika, ale – zobaczymy. Czy kupię ten produkt w oryginalnym rozmiarze? Nie sądzę.

4. Kryolan Fashion Lipstick – odcień „glossy pink” | Doceniam, że to szminka wyprodukowana „specjalnie dla Glossybox” i to na dodatek w pełnowartościowym rozmiarze. Ale ja naprawdę bardzo rzadko korzystam ze szminek, a już najrzadziej ze wszystkich – ze szminek różowych. U mnie czekałaby ją powolna i smutna śmierć w zapomnieniu, dlatego Kryolan poczeka na lepsze czasy i trafi prawdopodobnie, razem z gorącymi życzeniami urodzinowymi, do którejś z moich koleżanek.

5. Clinique – krem pod oczy All About Eyes | Podejrzewam, że trzeba go trochę postosować, by zauważyć efekty. Odkąd pamiętam, mam straszny problem z sińcami pod oczami i jestem bardzo ciekawa, czy Clinique da sobie z nimi radę. Póki co zauważyłam tylko, że krem faktycznie wchłania się w mgnieniu oka, a skóra po użyciu jest jedwabista w dotyku. Czy kupię ten produkt w oryginalnym rozmiarze? Nie wiem, cena jest naprawdę zaporowa (165 zł / 15ml!), ale może za tym idą efekty. Szczęśliwie próbki powinno wystarczyć na długo, kiedy się skończy, będę się zastanawiać.

6. L’Occitane – żel pod prysznic z werbeną | Zachwyciły mnie cytrusowy zapach i opakowanie, rozczarowała wodnista konsystencja i brak piany (a SLES jest!). Żel raczej nie jest wart swojej ceny. W zestawie dołączono jeszcze werbenowe mydełko, ale póki co go nie rozpakowuję. Czy kupię ten produkt w oryginalnym rozmiarze? Nie, szkoda mi pieniędzy na taki, w gruncie rzeczy przeciętny, produkt. Ale gdybym dostała go w prezencie… :)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s