Oriflame Pure Nature – odżywczy krem do twarzy z owsem i czerwonym jabłkiem

Jeszcze trochę o Oriflame. Były już dwie beczki dziegciu, teraz będzie łyżka miodu. W przeciwieństwie do pozostałych, recenzowanych przeze mnie produktów, ten krem mogę polecić z czystym sumieniem, zwłaszcza na chłodne, jesienne wieczory.

Wersja z owsem i czerwonym jabłkiem to mój drugi krem z cyklu Pure Nature. Jakiś czas temu korzystałam już z odmiany aloes + arnika i byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona. Rzadko zdarza mi się trafić na krem, z którym wszystko jest tak, jak należy. Albo w ogóle nie nawilżają, albo pozostawiają skórę tak tłustą, jakby wylało się na nią pół litra oliwki do masażu, albo rolują się niemiłosiernie przy próbach nałożenia makijażu. Szczęśliwie kremów z serii Pure Nature to nie dotyczy. Obie wersje, których używałam, wchłaniały się błyskawicznie i nałożenie podkładu zaledwie kilka minut później nie stanowiło żadnego problemu. Jeśli chodzi o nawilżanie, też jest przyzwoicie – już kilka chwil po aplikacji wysuszona przez długą kąpiel skóra staje się przyjemnie nawilżona i aksamitna w dotyku (wiem co piszę, właśnie głaszczę się po świeżo nasmarowanym policzku). Obawiam się jednak, że bardzo suchej skórze Oriflame raczej nie pomoże – dla niektórych partii mojej twarzy jedna warstwa kremu bywa niewystarczająca.

Do powyższego, całkiem pokaźnego zestawu zalet w przypadku wersji jabłko + owies dochodzi jeszcze jedna: obłędny zapach! Bardzo naturalny i ciepły, kojarzy mi się z ciasteczkami zbożowymi z jabłkiem. Podejrzewam, że stanie się jeszcze przyjemniejszy, kiedy na dworze zrobi się deszczowo i chłodno (zresztą ta wersja została wprowadzona przez Oriflame właśnie jako sezonówka na zimę). Słowo pochwały należy się również, jeśli chodzi o wydajność: krem ma lekką konsystencję i bardzo łatwo się rozprowadza, a  do posmarowania całej twarzy zużywa się naprawdę niewiele produktu – korzystam z niego dwa razy dziennie od ponad miesiąca i zdążyłam zużyć może 1/4 słoiczka.

Minusy – standardowe Oriflamowe, czyli zbyt wysoka cena i kiepskie wykonanie pudełka. Cena katalogowa produktu to 25 zł za 75ml, szczęśliwie na Allegro można go znaleźć już za 10zł. Jeśli chodzi o opakowanie, trzeba naprawdę uważać – to słaby plastik, który pęka przy pierwszym kontakcie z ziemią. Irytuje mnie także paskudna, topornie naklejona etykietka na wieczku, ale to już raczej mój nadestetyzm. Mimo tych drobnych niedoskonałości, jestem baaardzo zadowolona i mam dużą ochotę przetestować pozostałe produkty z serii (zwłaszcza jabłkowo-owsiany balsam do ust).

Plusy:

+ zapach!

+ nawilżenie (mimo wszystko polecam raczej do cery normalnej, z suchą może sobie nie poradzić)

+ wydajność

+ nie pozostawia skóry tłustej ani lepkiej

+ nie „roluje się”

+ wchłania się w trybie ekspres

Minusy: 

– cena

– opakowanie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s