Ziaja czekoladowy peeling myjący z masłem kakaowym – recenzja

Jedną z nowości, które zaledwie kilka dni temu zagościły w mojej łazience, jest czekoladowy peeling gruboziarnisty z kakaowej serii Ziai. Zauważyłam go kilka tygodni temu na jakimś blogu czy w jakiejś gazecie, a że jestem (byłam?) combo-fanką 1. peelingów, 2. czekolady, 3. Ziai, dodanie tego słoiczka do mojej kolekcji było kwestią czasu. Obecnie jestem już po kilku użyciach i muszę przyznać, że moje odczucia są mocno ambiwalentne.

Jakiś czas temu chciałam tu nawet napisać notkę, której myśl przewodnia zamykała się w formułce: „blogowanie óczy!”. O tym, jak wiele można się dowiedzieć, subskrybując przez miesiąc kilka cenionych blogów kosmetycznych. Wyjdę teraz na straszną ignorantkę, ale przed dwoma miesiącami przekartkowywałam z odrazą jakiekolwiek artykuły dotyczące urody, „parabeny” wydawały mi się jakąś odmianą pierwotniaków i nie miałam zielonego pojęcia, co to Glossybox czy SLS. Dalej zresztą czuję się w tych sprawach mocno zielona i zapewne nigdy nie zostanę kosmetolożką, ale mam wrażenie, że pomału moje zakupy stają się coraz bardziej rozsądne. I nawet jeśli analiza składu nie ma większego wpływu na moje wybory, to przynajmniej jestem świadoma, że wybrałam coś, co może zawierać substancje uważane powszechnie za niepożądane.

Piszę o tym przy okazji Ziai, bo jeszcze do niedawna trwałam w naiwnym przekonaniu, że to kosmetyki nieszkodliwe, antyalergiczne i, generalnie, całkiem eko – jakoś baaardzo niska cena ich produktów nie wzbudziła moich podejrzeń. Z błędu wyprowadziły mnie po pierwsze, analiza składów (chemia na chemii i chemią pogania, i wszędzie te nieszczęsne parabeny), a po drugie – notka na blogu Niecierpka. Moje nastawienie do Ziai przewędrowało więc w ciągu ostatniego miesiąca od hurraentuzjazmu do sceptycyzmu, a pierwszy kontakt z czekoladowym peelingiem okazał się tutaj gwoździem do trumny.

Co jest nie tak? Przede wszystkim zapach. Spodziewałam się albo zdecydowanie czekoladowego aromatu, albo chociaż doskonale znanego z innych produktów z serii zapachu masła kakaowego. Peeling tymczasem pachnie w trudny do zidentyfikowania sposób – kojarzy mi się trochę z karmelem i orzechami, ale z jakąś cierpką, chemiczną nutą. Generalnie ciężko jest mi używać go bez zatykania nosa. Ból jest tym większy, że dla mnie nieładny zapach z góry dyskwalifikuje kosmetyki. Bardzo żałuję, że nie zgrzeszyłam i nie oderwałam folii ochronnej w SuperPharmie – wtedy na pewno nie zabrałabym ziajowego peelingu do domu.

Nie podoba mi się także konsystencja – peeling występuje w formie galaretowatej, półpłynnej paćki. Szeroki słoiczek dodatkowo utrudnia aplikację i zmusza do zanurzania mokrych rąk w produkcie. Korzystałam już z peelingów w słoiczkach (np. bardzo fajna seria Perfecta SPA od Dax) i nigdy nie miałam z nimi problemów; może dlatego, że były solidniejszej „budowy” i nie pływały w pudełku.

Na obronę Ziai: peeling działa nieźle. Całkiem dobrze wygładza, nie wysusza, przyjemnie natłuszcza skórę (szczęśliwie bez „ślizgawki” jak po Perfekcie) – może to efekt opiewanego na etykiecie oleum cacao, chociaż jeśli dobrze czytam skład, figuruje gdzieś w niższych rejestrach. Nazywanie go „gruboziarnistym” jest jednak grubą (hehe!) przesadą, bo drobinki są malutkie.

Jakoś zużyję, jakoś przecierpię, ale drugi raz na pewno nie kupię – zapach jest zbyt męczący, a działanie tylko przyzwoite, do moich faworytów z Naturii bardzo mu daleko.

Plusy: 

+ przyzwoite działanie

+ niewygórowana cena (10-13zł / 200ml)

Minusy: 

– zapach

– konsystencja

– nieporęczne opakowanie

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s