Październikowe nowości

Październik upłynął mi pod znakiem edycji limitowanych z Cosnovy, „domowego SPA” i rosnącej niechęci do sieci drogerii Natura.

Dłonie, stopy i paznokcie:

1. Essence Colour & Go – lakier do paznokci (112 Time for Romance) | Przepiękny brokatowiec i mój absolutny faworyt tego miesiąca. Świetnie wygląda jako topper nałożony na np. ciemny brąz. Szkoda tylko, że tak ciężko zmyć go z paznokci. Cena: 6.99.

2. Essence Colour & Go – lakier do paznokci (68 High Spirits) | Wymyśliłam sobie jesień pod wezwaniem wszelkich możliwych odmian zieleni – głębokiej, miętowej, butelkowej i zgniłej. Efektem poszukiwań tej ostatniej jest zakup lakieru Essence w kolorze szarozielonym z wycofywanej obecnie, starej wersji Colour & Go. Promocyjnie zapłaciłam za niego 3,99

3. Catrice CuCuba LE – lakier do paznokci (05 Take it Mint) | Pisałam już tutaj, że z limitki CuCuba wykupiłabym najchętniej wszystkie kolory, więc kiedy znalazłam ten odcień w „koszyczku ostatniej sztuki”, nie wahałam się ani chwili. Przy okazji zwróćcie uwagę na cenę „pierwotną” – nie ma to jak sprzedawać produkt w promocji, a liczyć za niego tyle, ile za pełnoprawną wersję i jeszcze wmawiać klientowi, że na tym oszczędza… Cena: 10,49.

4. Paloma Hand SPA – cukrowy peeling do rąk | Już od jakiegoś czasu planowałam zakup specjalnego peelingu do rąk, a pozytywna recenzja na blogu Kota w kosmetyczce przekonała mnie do wyboru właśnie tego. Cena: 7,99.

5. Perfecta SPA – saszetka pedicure pielęgnacyjny | W zeszłym miesiącu z niemałą przyjemnością zużyłam saszetkę do dłoni (maska-serum + szafirowy peeling), w tym miesiącu postanowiłam sprawdzić tę przeznaczoną do dolnych kończyn :) Cena: ok. 2,50. 

Kolorówka i edycje limitowane:

1. Catrice Nymphelia LE – sztuczne rzęsy Lashes To Mistify | Tak się jarałam tymi rzęsami kiedy je pierwszy raz zobaczyłam, ale kiedy kilka dni później zdecydowałam się na ich zakup, zdążyły zniknąć z półek… Z ogromną radością odnalazłam je więc na wyprzedażowym stoisku rozstawionym w Naturze koło stacji metra Centrum. Obecnie gorączkowo staram się wymyślić okazję, na którą będę mogła je założyć. Rzęsy po obniżce kosztowały 9,90. 

2. Catrice Caramé LE – liquid eye-liner (01 Peacock Blue) | To z kolei ogromna wtopa. Nieświadoma niczego, kupiłam (zaklejony, żeby nie było) eyeliner, skuszona estetycznym opakowaniem i zapowiedzią „pawiego błękitu”. Wzorek kojarzył mi się z którąś z niedawnych, „barokowych” limitek: Urban Baroque albo Revoltaire. Niestety, pogooglałam dzisiaj i okazało się, że liner pochodzi z limitki Caramé sprzed ponad dwóch lat, o której istnieniu nie miałam do dzisiaj zielonego pojęcia – nawet oficjalna strona Catrice o niej zapomniała… Wg opakowania ważność produktu to pół roku, czyli Natura rzuciła na sprzedaż produkt przeterminowany o co najmniej 18 miesięcy! Po otwarciu okazało się, że eyeliner jest wyschnięty na kamień. Pomogło mu wlanie do środka kilku kropel wody, ale po nałożeniu potwornie podrażnił mi powieki – nic dziwnego, biorąc pod uwagę moje dzisiejsze odkrycie dotyczące daty produkcji. Na ten przeterminowany, „okazyjny” produkt wyrzuciłam 6,99. 

3. Essence Circus Circus LE – cień w kremie (02 Raise the curtain for…) | Te cienie też chodziły za mną od dłuższego czasu, chyba odkąd zobaczyłam pierwsze zapowiedzi Circus Circus. Znalazłam je na tym samym stoisku, co produkty 1 i 2, i tym razem już się nie zastanawiałam. Wzięłam średni odcień czyli szaro-srebrno-zielony (?) Raise the curtain for… W promocji zapłaciłam 8,99

4. Catrice Hollywood’s Fabulous 40ties LE – pomadka (04 The Nude Scene) | Nie mogłam się doczekać wejścia do Polski najnowszych edycji limitowanych Cosnovy – Essence Wild Craft i Catrice Hollywood’s Fabulous 40ties. Pobiegłam do drogerii kiedy tylko gruchnęła wieść, że już są. Niestety na żywo bardzo mnie rozczarowały i skończyło się tylko na jednej szmince (ale za to jakiej!). Zapłaciłam 16,99.

+ Rival de Loop – maseczka mleko i miód | Skusiła mnie niezwykle niska cena (coś około 1,25zł). Jeszcze nie korzystałam z maseczki, ale post factum naczytałam się sporo negatywnych komentarzy na Wizażu o jej rzekomo uczulających właściwościach i teraz boję się ją otworzyć :D

Wszystkie produkty poza maseczką Rival de Loop kupiłam w drogeriach Natura. Mimo radości z wygrzebanych w nich rarytasów muszę wspomnieć, że bardzo nie podoba mi się taka polityka – sztuczne podwyższanie ceny, sprzedawanie produktów przeterminowanych… Pamiętajcie, trzeba uważać na to, co wyciągacie z promocyjnych koszyczków!

W sumie w tym miesiącu wydałam 76 zł. W porównaniu z poprzednimi miesiącami to bardzo satysfakcjonujący wynik – dalej jednak o kilkadziesiąt złotych za dużo, biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie zakupy poza peelingiem do rąk były niezaplanowane i absolutnie zbędne.

PS: Post idzie już teraz, bo więcej szaleństw w tym miesiącu nie będzie – pamiętam o moim antyshoppingowym queście :) 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s