Glossybox 11/2012 – pierwsze wrażenia

Yay, w tym miesiącu wreszcie Glossybox dotarł do mnie na czas, w pierwszej turze, i nie zdążyłam nauczyć się na pamięć jego zawartości jeszcze przed otwarciem. Otwierając pudełko przekonałam się jednak, że chyba nie jestem fanką niespodzianek. Do tej pory wiedziałam, czego się spodziewać. Wiedziałam, na co czekam, co mi się przyda, co można będzie komuś przekazać itp. Racjonalizowałam sobie do tego stopnia, że kiedy Glossy wreszcie do mnie docierało, każdy produkt wydawał mi się fajny. A w tym miesiącu moje pierwsze odczucia były mocno mieszane. Z jednej strony: dobrze, że kolejny raz nie powtarza się zestaw peeling – odżywka do włosów – balsam do ciała. Z drugiej: po wstępnym obejrzeniu i obwąchaniu produktów czuję jakiś niedosyt. Mam wrażenie, że tyle samo dostałabym za darmo po spacerze w dobrej drogerii (może poza dwoma pełnowymiarowymi produktami). Po raz pierwszy odkąd zaczęłam moją przygodę z Glossyboxem zastanawiam się, czy nie czas zrezygnować z subskrypcji. Tak czy owak, na podjęcie decyzji pozostał mi jeszcze miesiąc.

Listopadowy box ochrzczono jako „Jesienne odkrycia”. Szczerze mówiąc załączone produkty nie wydają mi się ani „odkrywcze”, ani specjalnie „jesienne”, ale co tam, wystarczy już tego narzekania. W skład mojego zestawu wchodzą:

1. Cashmere – utrwalająca baza pod cienie

Pełna wersja bazy od Dax Cosmetics ma 7 g i w regularnej sprzedaży kosztuje 27 zł. Jeszcze jej nie testowałam, trochę mnie niepokoi, że baza wygląda, jakby ktoś wcześniej maczał w niej paluchy. Co nie zmienia faktu, że akurat ten produkt bardzo mnie cieszy, od dawno przymierzałam się do kupna jakiejś bazy, można skreślić z listy :)

2. Chloé – Chloé eau de parfum

Piękny, miniaturowy flakon mieści 5 ml perfum o zmysłowym, kwiatowym aromacie. Nie wiem, czy do różnych pudełek dołączone były różne warianty (co sugerowałaby ulotka), czy wszyscy dostali to samo. Piękny, jesienny, odurzająco słodki, znany mi już wcześniej zapach, na pewno zużyję go z ogromną przyjemnością. Radość psuje trochę świadomość, że to darmowa próbka, którą przy odrobinie szczęścia (chyba) mogłabym dostać w Douglasie. Wiem, wiem, widziałam na fejsie, takie „wybrzydzanie na próbki” przytrafia się przy każdym boksie, ale dopiero tym razem jakoś mnie to uderzyło.

3. GlySkinCare – krem pod oczy EyePro 3X Complex

Drugi pełnowymiarowy produkt, tubka kremu ma 15 ml i regularnie kosztuje 40 zł. Okej, krem się przyda, chociaż nie zużyłam jeszcze tego od Clinique z sierpniowego boksu. Widziałam, że w innych pudełkach zamiast produktu GlySkinCare można było znaleźć preparat do pielęgnacji skórek od Pierre Rene i chyba wolałabym taką opcję.

4. Happymore Skin Care – krem HappyMore BB

Kiepska ze mnie kosmetykoholiczka – czytam o kremach BB, oglądam kremy BB w supermarketach i drogeriach, ale żaden jeszcze nie trafił do mnie na stałe. Moja przygoda z tym, najpowszechniejszym chyba, kosmetycznym trendem zacznie się więc od produktu Happymore. Pachnie ślicznie, podobno jest rewelacyjny (should be, inaczej skąd taka wysoka cena). Ponownie moją irytację wzbudziło opakowanie, wyglądające jak drogeryjny pojemniczek, można było bardziej się postarać.

5. Lierac – Luminescence Serum

A to ciekawostka – rozświetlające serum od Lierac. Chyba czytam zbyt mało luksusowe czasopisma, bo nigdy o nim nie słyszałam. No ale w sumie, skoro woda perfumowana Chloe załatwia tematy „jesienne”, Lierac dobrze pasuje do drugiej części tytułu listopadowego boksu… Jeśli wierzyć obietnicy z dołączonego do pudełka liściku, serum ma ujednolicać koloryt skóry, niwelować niedoskonałości i rozświetlać.

Dodatkowo do Glossy zostały dołączone dwa kupony rabatowe, z których (zapewne) nigdy nie skorzystam – 20-procentowa zniżka do answear.com i 15% rabatu na produkty od Happymore.

Jak wrażenia? Mnie bardzo ucieszyły baza Cashmere i perfumy Chloé, do reszty produktów mam stosunek raczej obojętny – może dlatego, że do pielęgnacji twarzy przykładam dużo mniejszą wagę niż do kąpielowo-relaksacyjnych zabiegów na całe ciało. Narzekanie narzekaniem, powtarzalność powtarzalnością, ale chyba bardziej niż luksusowe serum uszczęśliwiłby mnie jakiś peeling albo korzenny żel pod prysznic… No dobra, pisząc tak trochę grzeszę i czuję się jak heretyk – przebacz mi, boże kosmetyków! Obiecuję poprawę, obiecuję przykładać do pielęgnacji twarzy więcej wagi, obiecuję dbać o skórę pod oczami, wklepywać krem BB i rozświetlać niedoskonałości. Tak mi dopomóż Glossy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s