Zużycia vol. 2

Od jakiegoś czasu staram się (z różnym powodzeniem) kupować jak najmniej i zużywać jak najwięcej. Chciałabym w końcu pozbyć się wszystkich tych pozaczynanych i zużytych w 1/4 słoiczków. Nie ukrywam: moją największą motywacją jest zużywanie po to, by można było kupić nowe produkty, na które od dawna mam chrapkę :) ale w sumie, co w tym złego. Zresztą, codzienne dorzucanie do reklamówki nowego denka samo w sobie przynosi mi niezłą satysfakcję.

Oto więc – jak na mój gust całkiem spory, co napawa mnie ogromną dumą – zbiór produktów zużytych przez ostatnich kilka tygodni:

  • Joanna Naturia – truskawkowy balsam do ciała narzekałam na niego na początku, ale z biegiem czasu bardzo się polubiliśmy. Pachnie jak landrynka, rewelacyjnie się wchłania, przyzwoicie nawilża i jest śmiesznie tani.
  • Fuss Wohl – dezodorant do stóp rossmannowski klasyk, zawsze obecny w mojej kosmetyczce (w szafce na buty, biorąc rzecz bardziej ściśle).
  • Isana Hair – pianka do włosów kręconych i falowanych używam tej pianki już od kilku lat. To jeden z tych kosmetyków, po które wracałabym się z dworca, gdybym zapomniała go spakować przed podróżą (chyba, że jechałabym do miasta, w którym jest Rossmann).
  • Venus – pianka do golenia o zapachu melona przerzuciłam się na nią po roku używania konkurencyjnej pianki od Isany. Venus jest tańsza i większa, a komfort użytkowania wydaje się podobny.
  • Joanna Naturia – gruszkowy peeling do ciała mój ulubiony, peelingowy must have wreszcie zagościł na blogu, tym razem w gruszkowej wersji.
  • Isana Creme – mydło w płynie vitamin & yoghurt bardzo lubię dość dziwnie zdefiniowany „witaminowo-jogurtowy” zapach linii produktów Isany.
  • Fa – dezodorant Active Pearls 
  • Rene Furterer – maska do włosów suchych i bardzo suchych dodatek do październikowego Glossy, który nieco mnie rozczarował. Na moje długie włosy maski starczyło raptem na dwa użycia, a działanie wydawało mi się całkowicie niewspółmierne do wywindowanej ceny.
  • Bath & Body Works – balsam Pink Chiffon dodatek do wrześniowego Glossy. Działanie nie powaliło mnie na kolana, ale zakochałam się w zapachu, czego efektem był zakup mgiełki zapachowej Pink Chiffon kilka dni temu. Btw sklepy Bath & Body Works są najładniejsze na świecie.
  • Ziaja De-makijaż – nawilżający płyn do demakijażu oczu dramat, dramat, dramat! Używając tego płynu zaczęłam tracić wiarę w Ziaję (której wielką fanką byłam jeszcze we wrześniu). Efekty podobne do przemywania oczu wodą, zamglone widzenie i oczy pandy były na porządku dziennym. Szczęśliwie płyn dwufazowy jest nieco lepszy.
  • Yves Rocher – żel pod prysznic z limitowanej edycji Smoothie (ananas i kokos) bardzo lubię żele pod prysznic od Yves Rocher i regularnie testuję wszystkie sezonowe produkcje. Ten pachniał bardzo przyjemnie, jak piña colada. Szkoda, że w regularnej sprzedaży jest już niedostępny.
  • Nuxe – krem do skóry suchej produkt z wrześniowego Glossy, więcej o kremie tutaj. Słyszałam różne opinie, ja byłam nim zachwycona i cały czas zbieram się do zakupu pełnowymiarowej wersji, tylko 100 zł trochę mi szkoda (ile to peelingów z Naturii? Policzcie!)
  • Schwarzkopf Proffesional – szampon BC Oil Miracle więcej o nim można przeczytać w recenzji sierpniowego pudełka Glossybox.
  • Charmine Rose – kokosowy peeling do ciała o peelingu Charmine Rose również pisałam więcej tutaj. Świetnie złuszcza, pięknie pachnie, nie wiem czemu ciągle prokrastynuję zamówienie pełnowymiarowej wersji.
  • L’Oreal RevitaLift – mleczko do demakijażu dołączona do jakiegoś magazynu próbka, którą zabierałam ze sobą głównie na rozmaite wyjazdy. Poza codziennym demakijażem nieźle sprawdza się także podczas wyzwań hardkorowych – w kilka sekund uporała się z moim halloweenowym make-upem zombie girl.
  • L’Occitane – żel pod prysznic werbena więcej możecie przeczytać w recenzji sierpniowego Glossybox. W skrócie: ładnie pachnący, niebotycznie drogi średniak.
  • Joanna Naturia – kawowe masło do ciała wspominałam o nim w notce o wrześniowych zakupach. Baardzo pozytywne wrażenia – naturalny zapach kawy, dobre nawilżenie, bezproblemowa aplikacja. Na pewno jeszcze do niego wrócę.
  • perfumy Lola Marc Jacobs moja wielka miłość. Odurzająco słodki, dziewczyński, kwiatowy zapach, zamknięty w przepięknym flakonie.
  • próbka perfum Juicy Couture Viva La Juicy! powąchałam raz i zakochałam się na amen. Obecnie zużywam drugą próbkę (jak widać, kupowanie wielu czasopism dla pań ma jakieś zalety) i czekam na pełną wersję na święta :)
  • tusz do rzęs Miss Sporty Fabulous Lash 
  • tusz do rzęs Lovely Colagen Wear kieruję się zasadą, że najtańsze tusze są najlepsze :) Korzystanie zarówno z Miss Sporty, jak i z Lovely było przyjemnym i bezproblemowym doświadczeniem. Na korzyść tego ostatniego przemawia dodatkowo urokliwe opakowanie w deseń zebry.
  • eyeliner Catrice LE Carame pisałam o nim tutaj, w poście o październikowych nowościach. Porażka konsumenta-naiwniaka, w momencie zakupu eyeliner był już przeterminowany o jakieś 18 miesięcy. Z czystym sumieniem, bez używania wyrzucam.
  • Perfecta SPA – saszetka domowy manicure bardzo przyjemna saszetka, złożona z maski-serum i szafirowego peelingu. Przyjemny efekt za niewielkie pieniądze, polecam.
  • Mooya – maska + serum (wersja z zieloną herbatą) dodatek do październikowego Glossybox. Więcej możecie przeczytać tutaj (opis październikowego pudełka) i tutaj (porównanie maseczek).
  • Rival de Loop – maska mleko i miód przyjemne zaskoczenie. Więcej o rossmannowskiej maseczce tutaj.
  • Dairy Fun – sól do kąpieli o zapachu karmelizowanego jabłka bardzo przyjemny zapach i opakowanie wielokrotnego użytku, ale w cenie regularnej chyba bym jej nie kupiła. Tutaj znajdziecie opis masła do ciała z tej samej serii. Opakowanie po soli nie załapało się niestety na grupową fotkę.
  • Pat & Rub Home SPA – cukrowy peeling do ciała to denko niestety także nie załapało się na zdjęcia, głównie dlatego, że produkt Pat & Rub skończyłam dosłownie chwilę temu. Doceniłam jego odświeżający, nieco leśny zapach i naturalny skład, a także bardzo intensywne jak na peeling działanie natłuszczające, po którym balsam nie jest już potrzebny. Drażniła mnie natomiast nieco zbyt sypka konsystencja, przez którą trudno było wetrzeć go w skórę. Próbkę dostałam w październikowym Glossyboksie.

Póki co to tyle. Życzę samej sobie następnych, równie intensywnych miesięcy obfitego denkowania!

Advertisements

One thought on “Zużycia vol. 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s