Denko listopadowo-grudniowe

d-1112-1

Po krótkiej przerwie, spowodowanej pobytem w domu rodzinnym mojego chłopaka (a co za tym idzie – mniejszym dostępem do internetu i większą ilością mniej interaktywnych rozrywek), wracam do żywych z całą torbą pustych opakowań. Oto, co udało mi się zużyć przez ostatnie dwa miesiące.

d-1112-2

Balsamy, kremy, mleczka: 

  • Dairy Fun – masło do ciała o zapachu karmelizowanego jabłka | szerzej pisałam o nim tutaj. Koszmarek, nie polecam.
  • Isana – krem do ciała kakao & masło shea | kakaowy krem Isany to wakacyjny hicior większości blogerek, również i mój. Na pewno jeszcze do niego wrócę. Pełen opis produktu możecie przeczytać tu.
  • Bath & Body Works – balsam do ciała Warm Vanilla Sugar | mój nabytek w ramach listopadowego rozsądnego shoppingu. Urocze retro opakowanie, fantastyczny zapach, przyzwoite działanie – jestem na tak i korzystając z promocji w B&BW dzisiaj jadę uzupełnić zapasy :)
  • Scottish Fine Soaps – mleczko do ciała Au Lait | Element grudniowego Glossybox, który dostałam w ramach wymiany z przyjaciółką za drenujący koncentrat Tołpy. Teraz trochę żałuję, bo mleczko nie zachwyca ani zapachem, ani działaniem, a próbka 30ml okazała się śmiesznie mała – starczyła raptem na dwa użycia.
  • Kings & Queens – masło do ciała King Akbar | Początki były trudne, bo aplikacja masła wymaga dużo pracy, ale efekt przerasta oczekiwania. Mimo dość wysokiej jak na mój gust ceny (45zł/200ml) na pewno kupię je ponownie w innej wersji zapachowej. Więcej o zestawie Kings & Queens przeczytacie tutaj (w komplecie recenzja żelu pod prysznic, o którym poniżej).

d-1112-3
Pod prysznic:

  • Ziaja – kokosowe mleczko pod prysznic | chociaż ostatnio nie przepadam za Ziają, kokosowe mleczko pod prysznic pozostaje moim pielęgnacyjnym faworytem. Ogromna butla pięknie pachnącego płynu w śmiesznie niskiej cenie. W kolejce czeka jeszcze jedno opakowanie – zużywanie go będzie dla mnie ogromną przyjemnością.
  • Kings & Queens – żel pod prysznic Emperor Akbar | dostałam w komplecie z masłem, ale – w przeciwieństwie do pierwszego elementu dwupaku – raczej do niego nie wrócę, bo to dość drogi zwyklak.
  • Yves Rocher – żel pod prysznic z wakacyjnej edycji Smoothie (mango i marakuja) | Przyjemny, słodki z cierpką nutą, kojarzył mi się z herbatą o smaku egzotycznych owoców. Szkoda, że w regularnej sprzedaży już nie jest dostępny.
  • Oriflame Nature Secrets – złuszczający żel pod prysznic z maliną i miętą | Pełną recenzję przeczytacie tutaj. Trochę się na nim zawiodłam, ale ostatecznie całkiem polubiłam, głównie z powodu świetnego, orzeźwiającego zapachu. Niestety, przy najlepszych chęciach trudno nazwać ten żel „peelingiem”, bo jego działanie złuszczające jest zerowe. Raczej do niego nie wrócę.

d-1112-4

Płyny do kąpieli:

Moje uczulenie na produkty Farmony szczęśliwie nie obejmuje kąpielowej linii Sweet Secret, dlatego z dużą przyjemnością zużyłam dwie ogromne butle czekoladowego mleka do kąpieli i kokosowego olejku do kąpieli. Są tanie (ok. 14zł/500ml), są wydajne, produkują przyzwoite ilości piany, pachną przepięknie. Na pewno jeszcze do nich wrócę i mam nadzieję, że doczekam się płynów także w pozostałych wariantach (zwłaszcza szarlotkowego). Wersję bananowo-kokosową polecam raczej na lato, wersja czekoladowo-pistacjowa jest idealna na zimę.

d-1112-7

  • Malwa – krem do stóp z nanosrebrem | Krem odnaleziony na dnie jakiegoś pudła podczas porządków, zużyty w ekspresowym tempie z racji bardzo krótkiej daty ważności. Nic nadzwyczajnego, ale przyjemny.
  • H&M – waniliowy krem do rąk z masłem shea | Nie polubiliśmy się (to jeden z moich kitów listopada), ale ma jedną niezaprzeczalną zaletę – dzięki malutkiej tubce zmieści się wszędzie, do każdej torebki, do najmniejszej kosmetyczki, dlatego w minionym miesiącu często mi towarzyszył.
  • Figs & Rouge – balsam do ust Peppermint & Tea Tree | To z kolei największy hit tego samego zestawienia, fantastycznie nawilża nie tylko usta, lecz także wszystkie inne przesuszone miejsca (łokcie, skórki). Będę do niego wracać.
  • Batiste – suchy szampon o zapachu wiśni | To też próbka z grudniowego Glossy. Jako niereformowalny leń jestem dużą fanką suchych szamponów, a ten uznałam za bardzo przyzwoity (chyba lepszy niż Isana, której używałam do tej pory). Dobrze oczyszcza, wyczesanie go z włosów nie zajmuje wiele czasu, tylko ten zapach wiśni jakiś trudny do uchwycenia…
  • Juicy Couture – Viva La Juicy! EDT | Druga z próbek Viva La Juicy! Bardzo przyjemny, słodko-dziewczęcy zapach. Polubiłam go do tego stopnia, że na Mikołajki zamówiłam pełnowymiarową wersję :)
  • L’Oréal Nutri Gold Light & Silky na noc | Odkrycie tej jesieni. Krem ładnie pachnie, cena nie jest zaporowa (ok. 40zł/50ml), a co najważniejsze – kondycja mojej skóry widocznie się poprawiła, a to nie lada sukces.

d-1112-9

  • Clean & Clear – głęboko oczyszczający kremowy żel do mycia twarzy | Jeśli chodzi o żele do mycia twarzy, raczej nie przywiązuję się do konkretnych formuł czy marek, nie widzę między nimi większych różnicy. Clean & Clear nie jest wyjątkiem – używało mi się go przyjemnie i bezproblemowo, ale specjalnie za nim nie tęsknię.
  • Isana – pianka do włosów kręconych | Jak już pisałam przy okazji poprzednich denek, ta pianka zapewne będzie się pojawiać w każdym zestawieniu tego typu – to mój must have od kilku ładnych lat…
  • Isana – bezacetonowy zmywacz do paznokci | …tak jak i isanowy zmywacz. Naprawdę dobra jakość za niewielkie pieniądze.

d-1112-10

Saszetki: 

  • próbka wiśniowego balsamu do ust Carmex | dzięki grudniowemu Glamour kultowy Carmex wreszcie trafił w moje ręce. Mam mieszane uczucia: faktycznie bardzo dobrze pielęgnuje usta i gwarantuje długotrwałe nawilżenie, nie mogłam się jednak przyzwyczaić do paskudnego, mentolowego posmaku, jaki zostawiał w buzi.
  • L’Occitane mydełko z werbeną | Próbka dołączona do sierpniowego Glossybox. Przyjemne, dzięki zawartości peelingujących, werbenowych drobinek, ale w cenie regularnej nie kupiłabym go nigdy w życiu.
  • Perfecta SPA maska serum do stóp + wulkaniczny peeling do stóp | Przyjemny duet, pachnie tak samo jak analogiczna duo-saszetka do rąk. Raczej nie używam osobnych peelingów do stóp, a kremów mam pod dostatkiem, ale nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do niego wrócę.
  • Rival de Loop – mleczno-miodowa maseczka | O tym produkcie dużo już na blogu napisałam – wszystkie wpisy możecie znaleźć tutaj.
  • H&M – malinowa maseczka oczyszczająca | Klasyczny „produkt nic”, czyli bez szału w żadnym zakresie – ani nie pachnie (miała być malina, czuję bardziej ogórki), ani nie działa, ani nie jest powalająco tania. Dobrze, że przynajmniej mnie nie uczuliła. Nie polecam.
  • Stara Mydlarnia – czekoladowa maska na gorąco | Miłość tego miesiąca – pełną superlatyw recenzję możecie przeczytacie tu.

d-1112-5

Kolorówka: 

  • Essence – podkład Clear & Matt | Przez długi czas mój faworyt wśród podkładów, ostatnio okazał się jednak niewystarczający – matuje, ale bardzo słabo kryje.
  • Happymore BB cream | Próbka dołączona do listopadowego Glossybox. Więcej o kremie pisałam również w zestawieniu listopadowych „hitów i kitów” (Happymore okazało się hitem, oczywiście).
  • Oriflame – maskara Very Me Click It! | Przyjemna, choć polecałabym ją raczej fankom delikatnego efektu czy tzw. make up no make up. Dla osób ceniących bardziej spektakularny look z pewnością okaże się niewystarczająca.

Poza produktami zużytymi, musiałam się także pozbyć kilku produktów przeterminowanych, zalegających o wiele za długo w łazienkowych szufladkach i pudełeczkach. Z „komódki kolorówkowej” poleciały dwa tryptyki cieni Inglot (zdecydowanie nie moje kolory, niestety), podwójny róż Maybeline, zaschnięty na kość brązowy eyeliner Art Deco (ogromna szkoda), czerwony błyszczyk Bell i czarny, brokatowy „błyszczyk do powiek” Miss Sporty, którego chyba nigdy nie użyłam z powodu jego dziwacznej, lepkiej konsystencji.

d-1112-6

Musiałam się także pożegnać z przeterminowanym duetem wyszczuplającym Eveline – szczęśliwie mam już identycznych zastępców z dłuższą datą ważności.

d-1112-8

W tym miesiącu razem ze mną denkował także mój chłopak, który dorzucił do torby nawilżający żel do mycia twarzy Soraya Men Adventure 20+ (wszystko okej jeśli chodzi o działanie i zapach, tylko opakowanie nie wytrzymało i pękło na górze…) oraz próbkę żelu pod prysznic Apart Prebiotic (zapach! zapach! zapach!).

Uff! Mam nadzieję, że dobrą passę w zużywaniu pod koniec roku można potraktować jako wróżbę na rok przyszły – być może 2013 wcale nie będzie Rokiem Węża, jak chcieliby Chińczycy, tylko Rokiem Denka (ewentualnie, wnioskując po powyższym zdaniu, może być również rokiem sucharzastych żartów, ale tego już sobie samej nie życzę).

☃ Prezenty!

Spis prezentów świątecznych i urodzinowych to nieodłączny element każdego z moich dziecięcych, papierowych pamiętników. Długo zastanawiałam się nad tym, czy wracać do tej tradycji na blogu „publicznym”: być może to zbytnie przechwalanie się, być może nie interesuje nikogo poza mną itd. Ale co tam, cieszę się, to czemu nie miałabym się tym podzielić z blogosferą. Zwłaszcza, że takie listy prezentów to zastrzyki endorfin wielokrotnego użytku. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja tak naprawdę cieszę się z prezentów, tylko dopóki stoją koło siebie ładnie zapakowane. Potem rozstawiam je na półkach, chowam, myję, zaczynam używać i wszystko jakoś powszednieje. Lista tymczasem pozwala podtrzymać „efekt wow”, doświadczany jeszcze przed rozbrojeniem efektownej, prezentowej sterty :)

W tym roku Mikołaje baardzo się postarali, zaspokajając wszystkie moje cielesne i duchowe potrzeby.

prezenty1

Mikołaj pamiętał, jak wielkim uczuciem darzę wszelkie pachnące smarowidła do ciała :) Dostałam podróżny balsam Pink Chiffon Bath & Body Works (bez wątpienia zapach tej zimy!) i ciekawostkę, o której nie słyszałam nigdy wcześniej: krem do rąk Grace Cole Boutique, w wersji zapachowej orchid, amber & incense. Ogromne, ozdobne opakowanie mieści 500ml kremu o intrygującym zapachu. Wczoraj testowałam i pierwsze próby wypadły bardzo pomyślnie. Słyszałyście kiedyś o tej firmie? 

Kolejną ciekawostką jest mineralny podkład w kompakcie od Art Deco. Jestem zwolenniczką mocnego krycia, więc dzisiaj przetestowałam go w charakterze pudru i muszę przyznać, że deklasuje tańsze, drogeryjne produkty, zwłaszcza pod względem widoczności suchych skórek.

Ostatni kosmetyczny prezent to bon do sieci Douglas. Postaram się nie wykorzystać całego od razu i nie układać długiej listy życzeń, tylko na miejscu zdać się na intuicję. Na pewno chciałabym pobuszować wśród kosmetyków Korres Kings & Queens (masło mango, mimo trudnych początków, ostatecznie mnie zachwyciło).

Do douglasowego kompletu Mikołajowi zaplątały się także próbki J’Adore Christiana Diora i La vie est belle Lancome.

prezenty3O certyfikacie upominkowym Vivabox już wspominałam. W komplecie znajduje się bon, który można wymienić na jeden z kilkudziesięciu oferowanych przez współpracowników zabiegów urodowych i relaksacyjnych. Jeszcze nie skorzystałam, ale mam już upatrzony zabieg – tajski masaż pleców, ramion i głowy w warszawskim gabinecie Thai Sun. Jeśli miałyście przyjemność (lub – o zgrozo – nieprzyjemność) kiedyś odwiedzić ten gabinet, bardzo proszę o opis wrażeń!

Dodatkowo w pakiecie, poza zabiegiem, znajduje się także bon na bezpłatny makijaż w perfumerii Douglas.

prezenty2

Przybyło także kilka nowych cegiełek na regał. Światło obrazu i autobiografia Rolanda Barthesa (w końcu coś tam czasem się jeszcze czyta) i Nigelissima – książka kucharska z włoskimi inspiracjami Nigelli Lawson. Nie jestem mistrzynią patelni i piekarnika, ale czasem lubię sobie pogotować – chyba nie znam bardziej relaksującego zajęcia. W sumie wiem, że w dobie internetu książki kucharskie są już trochę anachroniczne, ale uwielbiam u Nigelli te zdystansowane opisy i smakowite fotografie.

Mikołaj przyniósł także kartę upominkową od Empiku, więc książek będzie prawdopodobnie jeszcze więcej – czaję się na Dzienniki Susan Sontag i któryś z reportaży Jacka Hugo-Badera (kilka lat temu czytałam Białą gorączkę, zrobiła na mnie ogromne wrażenie).

prezenty4

I wreszcie prezent od mojej macochy – filiżanka i fantazyjny talerzyk Villeroy & Boch. Teraz już muszę zainwestować w ekspres, picie kawy rozpuszczalnej z takiego zestawu byłoby herezją.

Mikołaj całkowicie oszalał i poza wszystkimi wymienionymi powyżej dobrodziejstwami dorzucił jeszcze dwie pary ciepłych skarpet (żeby było tradycyjnie), kubek z kotem, piórnik + 2 długopisy z Tchibo, 3 pary rajstop i legginsy.

Dziękuję, dziękuję! Chyba w tym roku byłam naprawdę grzeczna :)

Wigilijne Wibo Glamour Nails nr 2

24-12-2

Kiedy myślicie o świątecznym manicurze, jaki kolor pierwszy przychodzi Wam na myśl? Mnie oczywiście czerwony: klasyczny, mikołajkowy, z odrobiną brokatowej poświaty, jak na bombkach. Przekornie postanowiłam jednak oprzeć się tradycjonalistycznym podszeptom i w wigilijny wieczór postawić na coś bardziej oryginalnego. Padło na brąz ze złocistymi drobinkami z limitowanej edycji Wibo Glamour Nails. Zresztą, cała kolekcja pięciu brokatowych lakierów jest absolutnie przepiękna – poza kolorami, na uwagę zasługują także wyjątkowo estetyczne flakoniki.

24-12-1

Na paznokcie nałożyłam warstwę odżywki Eveline 8w1, dwie warstwy Wibo Glamour Nails nr 2 i przyspieszający wysychanie top coat Essence.

PS: Przyjmijcie moje najserdeczniejsze życzenia i bawcie się dzisiaj właśnie tak, jak lubicie. Ja już wróciłam z sympatycznej, choć dosyć męczącej Wigilii rodzinnej i po raz setny oglądam „To właśnie miłość”, z kotami u boku, opatulona w dwa koce – to chyba moja ulubiona świąteczna tradycja. 

Wibo Glamour Nails nr 2 | 9.5ml/6.99zł. 

Zmiany!

Jak przystało na chwilowo słomianą wdowę, wczoraj ostro zabrałam się do roboty, czego efektem – poza wysprzątanymi szafkami, górą suszącego się prania i nowym workiem ciuchów do sprzedania na allegro – jest również nowy wygląd bloga. Mam nadzieję, że wreszcie zrobiło się w miarę estetycznie i czytelnie, chociaż oczywiście wiele rzeczy wymaga doszlifowania. Teraz tylko muszę się nauczyć robić równie estetyczne zdjęcia i być może strona wizualna Fiu Bździu! wreszcie zacznie mnie zadowalać :)

minor

Czas przyspieszył i całkiem niespodziewanie już jutro Wigilia. Mimo że w tym roku zabrałam się za przygotowania dużo wcześniej, wiele rzeczy trzeba jeszcze dopieścić – ostatnie zakupy, pakowanie prezentów, pieczenie drugiej serii pierników… Zabieram się więc do roboty, a Was zostawiam z moim kotem nachoinkowym – oboje życzymy Wam, by świąteczna gorączka w tym roku pozbawiona była stresów.