Hit czy kit?

Zainspirowana kolejną, popularną blogową serią, postanowiłam zamieścić tutaj przegląd kosmetyków, po które najchętniej sięgałam w minionym miesiącu. Ale żeby nie było tak do końca nieoryginalnie i optymistycznie, liście „hitów” towarzyszy lista „kitów”, czyli największych kosmetycznych rozczarowań – w końcu narzekanie to mego bytu istota :)

hity

HIT! 

1. Happymore BB – świetny produkt poznany dzięki listopadowemu Glossybox. Krem BB, a kryje lepiej niż niejeden podkład (i nieźle nawilża przy okazji). Nie jest idealny i za cenę regularną (200zł/30ml) nie kupię go na pewno, ale dorzuconą do boksu próbkę zużyłam z niemałą przyjemnością i aż mi się łezka w oku zakręciła na widok denka.

2. Figs & Rouge Balm Peppermint & Tea Tree – do tego odkrycia też przyczynił się Glossy, tym razem wrześniowy, chociaż na balsam jako taki ostrzyłam sobie zęby od paru miesięcy. Używałam od początku października, ale dopiero ostatnie, chłodniejsze dni pokazały, na co go naprawdę stać. Działa rewelacyjnie, chyba nigdy nie używałam tak dobrego nawilżacza do ust. Już zamawiam na allegro kolejne wersje, bo to mój absolutny must have na nadciągające mrozy.

3. Toni & Guy Casual Sea Salt Texturising Spray – o dziwo spray Toni & Guy zdobyłam sama, bez pomocy Glossyboxa – widziałam, że dodawali go do czerwcowego wydania, ale wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o istnieniu różowych pudełek. Przy moich falowanych włosach sprawdza się znakomicie: i na co dzień, i przy bardziej odjechanych pomysłach. Poza tym ładnie pachnie i jest naprawdę słony (musiałam to sprawdzić)!

4. Catrice Revoltaire LE – 01 Toxic Combination Smokey Eye Palette – nienaruszoną paletkę udało mi się wygrzebać we wzmiankowanej tu wielokrotnie drogerii Natura przy metrze Centrum. To chyba letnia edycja limitowana, ale kolory paletki idealnie pasują na jesień. Cienie są dobrze napigmentowane, dwustronny pędzelek bardzo praktyczny, nawet eye-liner (na zdjęciu: na dole po prawej) daje radę. Dodajmy do tego estetyczne opakowanie oraz wbudowane lusterko – i produkt-hit gotowy.

kity

KIT!

1. Essence Circus Circus LE EDT – historia rodem z wizaz.pl: zachwycił mnie retro flakonik, rozczarowała nietrwałość i przeciętność zapachu. Circus Circus nie dorasta do pięt chociażby Vampire’s Love z poprzedzającej ją essence’owej limitki. Ale nie umieściłam jej na tej liście tylko dlatego, że jest przeciętna. Problem w tym, że woda toaletowa zaczęła żyć własnym życiem i nieoczekiwanie zaczęły w niej pływać niezidentyfikowane farfocle. Na chemii się nie znam, więc nie wiem czemu to przypisać – w każdym razie perfumy ani nie są przeterminowane, ani nie były odkręcane, ani nie doświadczyły niezdrowych dla ich zdrowia warunków klimatycznych. Pewnie to całkowicie niegroźne, ale jakoś sprawia, że zerkam na Circus Circus podejrzliwie i omijam flakonik z daleka.

2. Dairy Fun Body Butter Caramel Apple – O tym maśle do ciała pisałam (niezbyt pochlebnie) już tutaj. W listopadzie wreszcie udało mi się je zdenkować. Gratuluję samej sobie, bo zadanie naprawdę nie było łatwe. Dawno nie spotkałam tak niechętnego do współpracy nawilżacza.

3. H&M Hand Cream – konkretniej: zestaw dwóch waniliowych mini-kremów w opakowaniu w konie (niestety nie potrafię robić ładnych zdjęć, nie zdołam więc należycie ich pokazać – mizerną próbę można zobaczyć tutaj, pisze o nich także grudniowy InStyle). Niestety, nie podobają mi się ani zapach, ani działanie. Klasyczny produkt-nic.

4. Soraya BB – czyli dumnie brzmiący „ultralekki krem poprawiający wygląd cery”, a tak naprawdę kolejny na liście kosmetyk, który nie zrealizował żadnego z zapowiadanych na etykiecie zadań. Pełna wersja recenzji pełnej złośliwości tutaj.

5. Ceny L’Occitane – przejrzałam dołączoną do grudniowego Twojego Stylu gazetkę promocyjną i po prostu nie mogłam sobie odpuścić. Nie miałam zbyt dużej styczności z produktami L’Occitane, a te, których używałam, były sympatyczne, ale na pewno ani rewelacyjne, ani specjalnie ekologiczne, ani luksusowe. Tym bardziej zdziwiły mnie wyśrubowane pod sam sufit ceny w przejrzanym przeze mnie prospekcie. Ktoś to w ogóle kupuje? Pewnie tak, tylko po co… Ja w każdym razie do L’Occitane się nie wybieram.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s