Postanowienia 2013

To nie jest jakaś super-zobowiązująca lista. Raczej nie mam w zwyczaju robić postanowień noworocznych, a poza tym dotarło do mnie, że 2012 to był naprawdę dobry rok. Musiałam sobie to ostatnie zdanie wyboldować i powtórzyć trzy razy na głos, bo jestem pesymistką, neurotyczką i dystymiczką, która ma w zwyczaju widzieć wszystko w najczarniejszych barwach, ale tak było. Mimo wielu dramatów, histerii i przepłakanych nocy 2012 był spokojny i rozwojowy, i nawet przykre wydarzenia otwierały nowe, dobre ścieżki. Życie naprawdę jest w porządku, czasem tylko trzeba nad nim trochę popracować, wykazać naprawdę minimalną aktywność i już, wszystkie sytuacje bez wyjścia ładnie się rozplączą – taki jest mój główny wniosek. Dziękuję, roku 2012, doceniam również, że mimo apokaliptycznych wieszczeń w TV świat jednak się nie skończył :)

Mimo wszystko pozostało kilka rzeczy, które warto by było poprawić. A jeżeli upublicznię moją listę, być może szansa na zrealizowanie postanowień choć odrobinkę wzrośnie. Zatem, w rozpoczętym właśnie roku 2013:

Zdrowie i uroda: 

1. Chcę zadbać o moje włosy. Wszystkie wyprawy shoppingowe i maratony po przymierzalniach kończą się u mnie mini załamaniem nerwowym – nie z powodu figury, ale dlatego, że oglądam moje włosy z każdej perspektywy. Są długie, gęste, w ładnym kolorze – mają ogromny potencjał, o który jakoś do tej pory z braku chęci czy wiedzy nie umiałam się zatroszczyć. Droga do celu: czytać dużo włosomaniackich blogów i systematycznie wprowadzać znalezione tam wskazówki w życie.

2. Potrzebuję więcej aktywności fizycznej. Chciałabym robić coś na tyle regularnie, że stanie się to normą. Od podstawówki byłam mało wysportowaną dziewczynką, a mój ulubiony tryb życia to tryb leżący, ale czasem zdarza mi się jednak poćwiczyć i zawsze z dużym zaskoczeniem zauważam, że czuję się po tym naprawdę fantastycznie – i psychicznie, i fizycznie. Potrzebuję jakiejś małej aktywności sportowej każdego dnia. Teraz jestem już w drugiej połowie A6W, po jej skończeniu poszukam treningów na inne części ciała (zwłaszcza ramiona i pośladki). Chciałabym też, przynajmniej raz w tygodniu, trochę więcej się pomęczyć w pobliskim klubie fitness – siłownia, joga, ćwiczenia na kręgosłup albo może np. zumba?

3. Muszę mniej palić – to absolutnie najważniejsze postanowienie z tej listy, zwłaszcza że podejmuję je po raz pierwszy. Uwielbiam palić. Palę od 1 klasy liceum, a od 18 roku życia nie miałam dnia bez papierosa. Nie chcę rzucać palenia, bo nie wyobrażam sobie siebie bez papierosa, ale wszyscy doskonale wiemy, jak bardzo ten nałóg rozpieprza organizm. Idealnie byłoby zejść do dawki 3-5 papierosów dziennie (obecnie palę ponad paczkę). Droga do celu jest w tym przypadku dość skomplikowana, bo wymaga manipulowania samą sobą. Póki co kupiłam e-papierosa i wiążę z nim ogromne nadzieje – w ciągu dwóch dni korzystania spożycie normalnych fajek znacznie spadło, a wchodząc do domu wreszcie jestem w stanie poczuć jakikolwiek zapach poza papierosowym smrodkiem (jeżeli palicie i mieszkacie z drugą osobą palącą w mieszkaniu bez balkonu, na pewno wiecie o jakim smrodku mówię). To trudne zadanie, z którego postaram się sumiennie rozliczać na blogu, bo wiem, że naprawdę jest o co walczyć. 

4. Muszę zatroszczyć się o moje zdrowie, bo mam wrażenie, że mój organizm ma 50 lat. Papierosy, alkohol, niezdrowa dieta, garbienie się przy laptopie itp. – traktuję moje ciało po macoszemu, a przecież nie wszystko da się wyleczyć długimi kąpielami i codziennym wmasowywaniem balsamów. Mam 23 lata i krzywy kręgosłup, koszmarne cienie pod oczami, częste migreny, bóle pleców, zawroty głowy, nadwyrężone stawy w kolanach, kiepski wzrok, chroniczne przeziębienie oraz – last but not least – obstawiam przewlekłe zapalenie oskrzeli. Chciałabym nie czuć się jak dziad. Myślę, że w dużej mierze da się to rozwiązać dzięki punktom 2 i 3. Poza nimi chciałabym w tym roku zrobić sobie lekarski ogólny przegląd kontrolny – zainwestować trochę we wszystkie mniej i bardziej podstawowe badania, tak, by za rok mieć pewność, że nic poważnego mi nie dolega. Muszę w końcu sprawić sobie okulary (już mam umówioną wizytę) i zadbać o moje plecy przez regularne ćwiczenia. Muszę pamiętać o lekach alergicznych i brać je, zamiast bezrefleksyjnie wrzucać na dno apteczki. Postaram się także nieco zmodyfikować moją dietę i ograniczyć fast foody – nie muszę tego robić z powodu wagi, bo jest w pełni zadowalająca i od kilku lat nie sprawia mi żadnych niespodzianek. Mam jednak wrażenie, że moje ogólne osłabienie może wynikać także z diety.

Spędzanie czasu wolnego: 

1. Zamierzam kontynuować „quest antyshoppingowy”, który ogłosiłam w październiku. Przybliżone zasady: kupować to, co konieczne, dużo sprzedawać, raz w miesiącu pozwolić sobie na wydanie zarobionych pieniędzy. W listopadzie udał się fantastycznie, w grudniu było już dużo gorzej. Zdaję sobie sprawę, że relatywnie nie wydaję aż tak dużo (200-300zł miesięcznie), moje ubrania dalej mieszczą się w jednej szafie, a kosmetyki udaje się zmagazynować w łazience, poza tym nie przekraczam budżetu i nie muszę głodować, bo kupiłam trzy nadprogramowe balsamy i dwie zbędne pary butów. Chodzi o zasadę, jak w Fight Clubie: „the things you own end up owning you” – niezależnie, czy są to elektroniczne gadżety, płyty, samochody, czy szmatki z H&M. Chodzi o odzyskanie kontroli nad samą sobą. Co z tego, że mogę coś kupić, co z tego, że to kupię, jeżeli nie sprawia mi to żadnej przyjemności, a tylko przysparza wyrzutów sumienia i generuje przykre poczucie, że coś mną steruje? W gruncie rzeczy chodzi o odzyskanie przyjemności z zakupów.

2. Smutna historia: ktoś uwielbia coś robić, idzie na studia nie z rozsądku, tylko pasji, i nagle hobby przestaje być przyjemnością, a staje się przykrym obowiązkiem. Tak jest u mnie z czytaniem. Przed pójściem na polonistykę czytałam ok. 50-70 książek rocznie (nie licząc lektur). Odkąd studiuję, czytanie kojarzy mi się głównie z przedegzaminacyjnym stresem – nauczyłam się czytać dużo, szybko i efektywnie, ale kompletnie nie czerpię z tego przyjemności. Kiedy już udaje mi się zmusić do czytania, z zaskoczeniem odkrywam, jakie to przyjemne i zastanawiam się, dlaczego robiłam to tak rzadko. W nadchodzącym roku chcę odzyskać przyjemność czytania.

Plus plany z konkretną datą ważności:

To będzie dość męczący, ale – mam nadzieję – satysfakcjonujący rok. Przede mną dwa najważniejsze zadania: obronić się (kwestia rekrutacji na studia doktoranckie pozostaje póki co otwarta) i zacząć nowe studia, czyli psychologię na SWPS. A poza tym: blogować, denkować i być szczęśliwą – tyle mi w zupełności wystarczy.

fot. soup.io

Reklamy

2 thoughts on “Postanowienia 2013

  1. Z aktywnością fizyczną to świetny pomysł. Jest to jedna z tych dziedzin, które niepostrzeżenie potrafią zmienić życie zwłaszcza w kwestii samokontroli, do której tak dążysz. Wiem z doświadczenia, że osoby, które dużo czytają, często ignorują kwestię ruchu, ale ciało prędzej czy później upomina się o nadrobienie chwil zatraconych w bierności. Trzymam kciuki za systematyczne wprowadzenie zmian.

    • Dziękuję! W sumie dopiero Twój komentarz uświadomił mi, że to faktycznie bardzo skoncentrowana na samokontroli lista – widać taka dola perfekcjonistów :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s