Hit czy kit? Edycja grudniowa

Coś jest na rzeczy – grudzień to bardzo optymistyczny miesiąc. Naprawdę trudno było mi wytypować kosmetyki, które mnie rozczarowały, a ulubieńców mogłabym wymieniać w nieskończoność. Ciekawe, czy to jedynie przez kojący wpływ lampek choinkowych i dużych ilości ciężkostrawnego jedzenia, czy też producenci faktycznie bardziej starają się na święta…

HITY: 

hit-gr-11. Świąteczna seria The Body Shop

W grudniu pokochałam The Body Shop – opóźnioną (kto poza mną do tej pory nie znał ich kosmetyków?!), ale za to bardzo intensywną miłością. Od dawna słyszałam o ich produktach wiele dobrego, ale jakoś zawsze szkoda mi było pieniędzy. Przed świętami w końcu wstąpiłam do sklepu, uważnie obwąchałam świąteczną serię i… przepadłam. Dawno nie spotkałam się z tak ciepłymi, kojącymi aromatami. Dzięki poświątecznej obniżce cen w końcu przełamałam moje (odziedziczone po mamie) skąpstwo i stałam się dumną posiadaczką waniliowego masła do ciała w dużej i małej wersji, żurawinowego peelingu oraz zestawu imbirowego – żelu pod prysznic, srebrzystego balsamu i olejku zapachowego do pomieszczeń. Poza zapachami bardzo podobają mi się przyjazny skład i fair trade – chyba zaczynam rozumieć, skąd wzięły się i wysokie ceny, i ta powszechna bodyshopomania.

hit-gr-22. Bath & Body Works – świeca zapachowa Marshmallow Fireside

Mój chłopak i moi znajomi pukają się w czoło – jak można wydać 40zł na taką małą, niepozorną świeczkę? Moim zdaniem produkt Bath & Body Works jest jednak absolutnie wart tej ceny. Jego zapach kojarzy mi się z ogniskiem: ciepły, świąteczny, trochę kręcący w nosie. I jest naprawdę intensywny – naczelną wadą większości tańszych świec zapachowych, z którymi spotykałam się do tej pory, był fakt, że jakikolwiek aromat dało się wyczuć dopiero, kiedy podetknęło się wosk prawie pod sam nos. Świeca jest też bardzo ekonomiczna: na etykiecie producent obiecuje 20-30 godzin użytkowania. Ja nigdy nie paliłam jej z zegarkiem w ręce, ale podczas częstego korzystania przez ostatni miesiąc zużyłam może 1/3 wosku. Poza tym duży plus za estetykę opakowania – solidny słoiczek z grubego szkła z metalową zakrętką. Warto, warto!

hit-gr-33. Joanna – nawilżająco-regenerujący balsam do włosów

Mleczno-miodowy balsam „Z apteczki babuni” jest dość popularny w kosmetycznej blogosferze, prędzej czy później musiał więc trafić także i w moje ręce. Skusiły mnie przyjemny zapach, niska cena i liczne pozytywne opinie. Nie jestem rozczarowana, bo to bardzo przyzwoity produkt, który przez ostatni miesiąc zrobił dla moich włosów dużo dobrego, a dzięki tak niskiej cenie naprawdę zasługuje na miano hitu. Mimo formuły bez spłukiwania nie obciąża włosów, nadaje im przyjemny zapach, nawilża, ułatwia rozczesywanie i jest bardzo wydajny.

Poza tym w grudniu polubiłam jeszcze: truskawkową herbatę Lipton, krem nawilżający Vanilla Bean Noel Bath & Body Works, żel antybakteryjny B&BW Pink Sugarplum, zapach Warm Vanilla Sugar (też Bath & Body), czekoladowo-żurawinowy balsam do ciała Fruttini, masła do ciała Kings & Queens, ofertę drogerii Hebe, Twój Stylpromocję Glamour i H&M oraz gwarantujący liczne doznania zapachowo-dotykowe przepis na pierniki :)

HIT / KIT: 

hit-kit-grStara Mydlarnia – czekoladowa maska na twarz i ciało 

Bardzo dziwna sprawa – czekoladowa maska w saszetce to chyba moje największe odkrycie minionego miesiąca, o którym szerzej pisałam już tutaj. Nie mogłam się powstrzymać i tuż po zmyciu jej z twarzy zamówiłam na allegro pełnowymiarową wersję w słoiczku. I tu ogromne rozczarowanie, bo w słoiczkowej wersji różnią się i zapach (zamiast naprawdę czekoladowej czekolady chemiczny zapaszek), i konsystencja (zamiast gęstej pasty żelowaty budyń). Nie wiem, czy te różnice są powszechne, czy po prostu dostałam jakiś felerny słoiczek – dość, że nie mam najmniejszej ochoty używać maski w tej wersji, a Was na wszelki wypadek gorąco napominam: kupujcie gorącą czekoladę w saszetkach!

KITY: 

kit-gr-21. Farmona Sweet Secret – szarlotkowy peeling do ciała 

Do tej pory uważałam samą siebie za wybryk natury, bo jako jedyną uczulały mnie tak wychwalane w blogosferze produkty Farmony. Szarlotkowy peeling do mycia ciała okazał się jednak niezwykle zdolny i uszkodził nie tylko mnie, lecz także moją przyjaciółkę, która do tej pory nie miewała w ogóle tego typu przypadłości – gratulacje! Na miano kitu zasługuje także mój zdrowy rozsądek: kolejny raz kupiłam coś z serii Sweet Secret skuszona przepysznym zapachem, chociaż doskonale wiem, że nie mogę używać tych produktów (z czarnej listy wyłączone są tylko kremy do rąk i płyny do kąpieli – cała reszta już po pierwszym użyciu skutkuje męczącą wysypką na całym ciele).

kit-gr-12. Timotei – szampon z odżywką 2w1 „Jedwabista miękkość” 

Nie wiem jak inne warianty, ale ten szampon z odświeżonej linii Timotei z jerychońską różą wyraźnie szkodzi moim włosom. Miałam takie wrażenie już jakiś czas temu, więc oddałam go mojemu chłopakowi, ale na fali intensywnego denkowania wszystkiego, co znajdzie się pod ręką postanowiłam do niego wrócić i przypuszczenia się potwierdziły – Timotei sprawia, że moje włosy są pozbawione blasku, bardziej napuszone niż zwykle, a podczas czesania wypadało ich chyba 5 razy więcej niż zwykle. Także temu panu już podziękujemy.

kit-gr-33. Original Source Limited Edition – żel pod prysznic Plum & Maple Syrup 

To nie jest jakaś wielka żenada, ale małe rozczarowanie jak najbardziej. Z żelami Original Source miałam do czynienia już wcześniej: łaskawie przymykałam oko na ich beznadziejną wydajność, bo miały naprawdę fantastyczny zapach. Ten oczarował mnie dodatkowo uroczym opakowaniem „w sweterek”. Niestety, w limitowanej wersji wady pozostały, a ubyło zalet – tym razem zapach, który miał podobno odwzorowywać śliwkę i syrop klonowy, jest wyjątkowo koślawy. Ze śliwki pozostał sam kolor, syrop klonowy ma chyba reprezentować ten słodkawy, chemiczny smrodek, który już bardziej przypomina mi marcepan. Słyszałam, że pomarańcza z lukrecją jest dużo bardziej udana – ta wersja niestety nie zdobyła mojego serca.

A jak wygląda Wasza lista?

Reklamy

2 thoughts on “Hit czy kit? Edycja grudniowa

  1. Na pewno w liście moich grudniowych hitów znajduje się nawilżający krem do twarzy polskiej firmy Bandi – (http://www.bandi.pl/sklep/produkt/id/97). Nabyłam go u zaufanej kosmetyczki, ale bywa też dostępny w sieci drogerii Hebe. Wreszcie po latach poszukiwań odpowiedniego kremu na dzień do mojej mieszanej cery znalazłam coś, co dobrze nawilża, nie tłuści (a wręcz matuje, choć producent tego nie obiecuje), wchłania się naprawdę NATYCHMIASTOWO, ma przyjemny, odświeżający, cytrynowy zapach i żadnych syfów w składzie (np. parafiny). Polecam, gdybyś szukała w przyszłości lekkiego, nawilżającego kremu. A nabytków z The Body Shop szczerze Ci zazdroszczę, sama łakomiłam się na to waniliowe masło, ostatecznie wylądował u mnie tylko malinowy żel pod prysznic z nieświątecznej edycji :).

    • O, ostatnio z różnych stron słyszę o Bandi dużo dobrego, chyba czas bliżej przyjrzeć się tej firmie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s