(Nie)potrzebny luksus? Pomarańczowy piling do ust Pat&Rub

Pilingi do ust od Kingi Rusin robią zawrotną karierę w blogosferze – chyba każdy blog, na który zaglądam, prędzej czy później opublikował już recenzję którejś z wersji. Trudno się dziwić – to chyba jedyny tego typu produkt na polskim rynku (ponoć Essence miało coś wypuścić w którejś z edycji limitowanych, ale chyba nie dotarła do Polski), na dodatek ekologiczny i jadalny ;) W końcu więc i ja musiałam się skusić. Czaiłam się i czaiłam, obwąchiwałam w Sephorze różne wersje, wreszcie „promocja próbkowa” na stronie Pat&Rub zmotywowała mnie do złożenia zamówienia i tak oto słoiczek pilingu o smaku pomarańczowym trafił w moje ręce.

piling-do-ust1

Moją uwagę zwróciła naprawdę ładna „oprawa wizualna” produktu – 25ml pilingu dostajemy w solidnym, przezroczystym słoiczku z czarną nakrętką. Całość została dodatkowo zapakowana w kartonik, na którym znajdziemy informacje o składzie. To kosmetyk idealny na prezent – odpowiednio estetyczny i niepraktyczny zarazem ;) 

W składzie faktycznie znajdziemy wyłącznie naturalne składniki, w tym m.in. olej sojowy, masło pomarańczowe czy olejek grejpfrutowy. Za działanie peelingujące odpowiada cukier z brzozy, czyli ksylitol. Moja wersja ma jasnopomarańczowy kolor i fantastyczny, realistyczny zapach (podobny do tego z serii z masłem pomarańczowym Ziai). Konsystencja jest dość sypka i podczas peelingowania zdarza mi się rozsypać trochę cukru, który potem – zachęcona przez producenta – oczywiście z rozkoszą zjadam, bo kosmetyk faktycznie jest bardzo smaczny :) Już mała porcja nabrana na opuszek palców starcza na wyszorowanie całych ust, które po zabiegu faktycznie stają się gładsze, delikatnie natłuszczone i lekko zaczerwienione.

piling-do-ust2

I wszystko byłoby super, gdyby nie kołaczące z tyłu głowy zdroworozsądkowe pytanie – po co? Mój chłopak, kiedy dowiedział się, że w ogóle produkują coś takiego jak „peelingi do ust”, złapał się za głowę i stwierdził, że już nic go nie zaskoczy (chyba tylko „maska do rąk” bardziej go poruszyła, bo to faktycznie dość absurdalna nazwa). Ale takiej reakcji nie ma co zrzucać na męską ignorancję kosmetyczną, bo i mnie istnienie tego typu produktu cały czas trochę bawi. Zanim kosmetyki Pat&Rub zaczęły robić zawrotną karierę, nigdy nawet nie przeszło mi przez głowę, że coś takiego jest mi potrzebne – moje usta nie są specjalnie problematyczne, a na sporadyczne przesuszenia całkowicie wystarcza mi gruba warstwa nawilżającej pomadki. Peeling do ust można też niewielkim kosztem zrobić w domu, np. z miodu, oliwy z oliwek i brązowego cukru (przepis TUTAJ). Poza tym, chociaż korzystanie z pomarańczowego zdzieraka jest przyjemne, trudno uznać jego działanie za rewolucyjne i spektakularne – podczas tygodniowej rozłąki z powodu wyjazdu w ogóle za nim nie tęskniłam, a kondycja moich ust wcale się nie pogorszyła. Ot, taki sympatyczny pielęgnacyjny dodatek, którego równie dobrze mogłoby nie być.

piling-do-ust3

Podsumowując: bardzo przyjemny, ale kompletnie zbędny kosmetyk (przynajmniej w moim, mało problemowym przypadku). Jeden z tych, które fantastycznie jest dostawać w prezencie, ale samemu wydać na niego ciężko zarobione 50zł trochę szkoda. Z drugiej strony, może warto się od czasu do czasu porozpieszczać – fanatyczny praktycyzm prowadzi do depresji ;)

A Wy? Skusicie się na jadalny piling od Kingi Rusin, czy Waszym zdaniem to niepotrzebna kosmetyczna fanaberia? A może jesteście zwolenniczkami domowych metod?

PS: Dla wszystkich ciekawych, ale nieprzekonanych – jadalny piling Pat&Rub o smaku kawowym można wygrać w tym rozdaniu (do 5 kwietnia).

Pat&Rub, pomarańczowy piling do ust | 49zł/25ml | dostępny w sieci perfumerii Sephora, sklepie Merlin.pl i na stronie internetowej producenta. 

Advertisements

7 thoughts on “(Nie)potrzebny luksus? Pomarańczowy piling do ust Pat&Rub

  1. Nawet gdybym nie miała co robić z pieniędzmi, raczej bym się nie skusiła ;p tak jak napisałaś, fajnie dostać, ale samemu kupić już ciężej. Za to 50 zł to ja bym mogła się tak obłowić w secondhandzie, że aż nie chcę myśleć ;) Poza tym, ja nawet miesięcznie tyle na kosmetyki nie wydaje. Aż mnie głowa rozbolała ;p

  2. Post temu pisałam o peelingu z miodu i cukru i chyba pozostane mu wierna. Kosztować to w sumie nie kosztuje, a rezultaty myślę, że podobne.. plus wrażenie smakowe lepsze :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s