Nowość: Pierwszy numer Women’s Health

407982_447850215296254_1931994972_n

Po liczącym póki co trzy numery polskim wydaniu Harper’s Bazaar wczoraj zawitał do nas kolejny tytuł zza wielkiej wody – Women’s Health. Miałam pewne wątpliwości, czy z moim póki co niezbyt zdrowym trybem życia zmieszczę się w targecie i znajdę w nim cokolwiek ciekawego, ale o dziwo jest nie najgorzej. Przyzwoita i dość pomysłowa szata graficzna, jak na prasę kobiecą zaskakująco mało reklam, no i pozytywnie zaskoczył mnie dość duży przekrój tematów: w WH znajdziemy oczywiście przede wszystkim porady dotyczące diety i ćwiczeń, ale jest też niezły dział urodowy (w 1. numerze bonusowo kilkanaście dodatkowych stron), dużo testów czy wskazówki dotyczące relacji damsko-męskich. Coś jak Shape pomieszany z Cosmo, tylko dużo lepiej napisanym :) Tyle po pierwszym przekartkowaniu, korzystając z pierwszego od dwóch tygodni wolnego popołudnia zaraz zabieram się za porządną lekturę, mam nadzieję, że uważne przeczytanie tekstów nie zmieni mojej opinii na gorszą (błagam, byle tylko nie wstawiali do tekstu emotikonek!).

A Wy miałyście już Women’s Health w rękach? Przypadło Wam do gustu?

Women’s Health, nr 1/2013 wiosna-lato, cena: 7.99.

Reklamy

Biżuteria za grosze, czyli zakupy w Katherine.pl

bizu-1

Na brak fajnej biżuterii narzekałam od paru ładnych miesięcy. Krążyłam po sieciówkach, kilka razy dziennie zaglądałam do internetowych sklepów Parfois, outletu Mango i działu z akcesoriami Stradivariusa, wstępowałam do wszystkich India Shopów i zahaczałam o każdy napotkany sklep SIX, Accessorize albo Bijou Brigitte. Nie znalazłam nic. Wszystko było albo paskudne, albo tak absurdalnie drogie, że odechciewało mi się zakupów. No bo jak to: 50zł za łańcuszek i kilka kamyczków? Sytuacja zmieniła się w poniedziałek rano, kiedy trafiłam na stronę hurtowni „biżuterii sztucznej” Katherine.pl, którą znalazłam dzięki pomysłowemu blogowi Where to hunt. Weszłam, trochę poklikałam, w miarę klikania w koszyku lądowały kolejne produkty, i w rezultacie wczoraj wieczorem dotarła do mnie wielka paka, której zawartość możecie obejrzeć na poniższych zdjęciach.

Sklep oferuje biżuterię, którą możecie znaleźć w większości sieciówek i internetowych butików, po ich ofercie nie należy się więc spodziewać oryginalności. Katherine.pl wyróżniają natomiast ceny, które w porównaniu z kosztami zakupów w innych sklepach są po prostu śmiesznie niskie. O dziwo biżuteria wydaje się też całkiem niezła jakościowo. Trochę się obawiałam, że w rzeczywistości zamówione przeze mnie produkty będą wyglądać tandetnie, tymczasem w większości są dużo ładniejsze niż na sklepowych zdjęciach. Takie tam sieciówkowo-allegrowe wzornictwo, nieźle wykończone, wiadomo że z nie najlepszych materiałów, ale tego nikt się chyba po hurtowej „biżuterii sztucznej” nie spodziewa.

Jak to w hurtowni, by móc zrealizować zakupy trzeba przekroczyć minimalną wartość zamówienia, która w przypadku Katherine.pl wynosi 100zł (co – niestety dla portfela – wcale nie jest takie trudne).

Tadam, tadam, a oto i moje łupy! Ponieważ na stronie hurtowni ceny widoczne są dopiero po zalogowaniu, dopisuję je tutaj, żebyście mogły zobaczyć, jakiego rzędu są to kwoty* :)

bizu-2

Złoto, srebro i metalik, czyli metalowe hity z zeszłorocznej kolekcji H&M: gumka do włosów „hair cuff” – 3.50 | naszyjnik – 11.90 | bransoletki „mankiety” – po 4.90 | bransoletka z krzyżykiem – 2.40.

bizu-3

Na nadgarstki: błękitny zegarek z wąsem (ma wielką tarczę i jest piękny!) – 16.90 | brzoskwiniowa bransoletka z rzemyka – 6.50 | kolorowe bransoletki na gumce – po 3.90 (te akurat bardzo rozczarowują na żywo) | „morska” bransoletka z zawieszkami – 10.50.

bizu-4

Na szyję: naszyjniki „geometryczne” – po 15.40 (podobne w Parfois za 60zł) | złoty naszyjnik w stylu retro (hi there, Asos.com!) – 6.90.

bizu-5

Japan style’owe dziwadła do ozdabiania włosów: opaska „w stylu pin up”, czyli elastyczny drucik obszyty wstążką – 2.90 | gumka do włosów z miętową kokardą – 3.70 | gumka do włosów granatowa w białe groszki – 1.90 | gumka do włosów z metalową kokardą – 3.20 | ozdobna opaska – 2.50. Nigdy nie noszę we włosach żadnych ozdób, może teraz w końcu zacznę :)

bizu-6

Reszta zbioru: przypinka z pikiem (mój ulubiony kolor karciany!) – 1.60 | pierścionek z sową (niestety bardzo słabo wykonany) – 2.90 | „collar clips” z kolorowymi kamieniami – 4.90 | wisiorek z rowerem – 4.90 | wisiorek z trójkątem (na żywo niestety niezbyt urodziwy) – 3.90.

Tym sposobem moje potrzeby biżuteryjne zostały zaspokojone na najbliższy rok – biorąc pod uwagę stosunek ilości do ceny i jakości myślę, że zrobiłam nie najgorszy interes. A Wy lubicie tego typu hurtowe produkty „no name”, czy mimo wszystko stawiacie na droższe, ale sprawdzone marki?

* podaję orientacyjne ceny netto, podczas zakupów trzeba niestety pamiętać jeszcze o podatku VAT i pomnożyć ceny x 1.23 :)

Yves Rocher – odżywka odbudowująca z olejkiem jojoba

odzywka1

Dziś krótka notka o charakterze informacyjno-polecającym. Znacie odżywkę Yves Rocher do włosów bardzo suchych i/lub kręconych? Jeśli nie, poznajcie! :)

Nigdy nie miałam styczności z produktami do pielęgnacji włosów od francuskiej firmy, a i ta odżywka wpadła w moje ręce właściwie przypadkiem. Chwyciłam po prostu pierwszy lepszy tani produkt, jaki rzucił mi się w oczy, żeby móc skorzystać z promocji i dostać gratis duże opakowanie jeżynowego żelu pod prysznic z serii Les Plaisirs Nature. Po odżywce nie spodziewałam się zbyt wiele, choć nie ukrywam, że zaintrygowała mnie obiecująca informacja o braku silikonów i parabenów w składzie.

Kosmetyk został zapakowany w zielonkawą, estetyczną tubę o pojemności 150ml – jest dość miękka, więc wyciśnięcie wszystkich resztek nie powinno stanowić większego problemu. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o walorach węchowych: zapach odżywki baardzo mi się podoba! Jest intrygujący, korzenny, nieco orientalny i dość delikatny. Po aplikacji da się go wyczuć na włosach, ale na pewno nie jest taką „bombą” jak odżywki Garniera czy Gliss Kur, które potrafią przytłoczyć nawet perfumy :)

odzywka2

Od tego typu produktów nie oczekuję zbyt wiele – tyle, żeby jakoś zabezpieczały włosy podczas mycia i ułatwiały rozczesywanie. Tym większe było moje pozytywne rozczarowanie, gdy użyłam odżywki Yves Rocher po raz pierwszy. Jej gęsta, kremowa konsystencja właściwie bardziej przypomina maskę; po spłukaniu pozostawia na włosach śliski, wyczuwalny film (szczęśliwie to nie silikony, których w składzie istotnie nie ma), znacznie ułatwiający rozczesywanie. I przede wszystkim: naprawdę zauważalnie nawilża włosy. Są miękkie, gładsze w dotyku, mniej się puszą. Jednocześnie Yves Rocher nie „rozprostowuje” włosów jak np. Garnier z awokado i karite, tylko ładnie podkreśla ich skręt. Ale uwaga! Polecam nakładać ją tylko na długość, bo przy skórze głowy potrafi niestety obciążać włosy.

Rzućcie okiem na pełny skład – jak na mój gust jest bardzo przyjemny. Zgodnie z zapowiedzią brak silikonów i parabenów, brak również glikolu propylenowego, co niezmiernie mnie cieszy. Znajdziemy za to dużo emolientów, oleje na dość wysokich pozycjach i Panthenol. Na czerwono zaznaczyłam „wątpliwe” elementy składu – mnie alkohol akurat nie przeszkadza, ale wiem, że dla wielu z Was może być problemem.

Pełny skład: Aqua, Cetyl Alcohol [emolient], Stearyl Alcohol [emolient], Behentrimonium Chloride [półsyntetyczny składnik o działaniu antystatycznym, ułatwia rozczesywanie], Simondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil [olejek jojoba – humektant], Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil [olejek migdałowy – emolient], Isopropyl Alcohol [konserwant, rozpuszczalnik – więcej tu], Sodium Benzoate [konserwant], Parfum/Fragrance, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride [antystatyk], Citric Acid [kwas cytrynowy – naturalny konserwant], Panthenol [wit. B5].

Opakowanie 150ml w cenie regularnej kosztuje 11,90zł (do końca kwietnia promocyjnie 9.90). Biorąc pod uwagę przyzwoity skład i niezłe efekty cena wydaje mi się bardzo sympatyczna, a sam produkt – jak najbardziej godny uwagi.

A Wy używałyście jakichś produktów do pielęgnacji włosów od Yves Rocher? Polecacie jakiś? Ja mam dużą ochotę przetestować jeszcze maski i octową płukankę :)

Yves Rocher – odżywka odbudowująca do bardzo suchych i kręconych włosach | 150ml/11.90zł | dostępna w sklepach stacjonarnych i w sklepie internetowym producenta. 

Sleek Blush by 3 – Lace (swatche)

sleek-lace1

Gdybym kiedyś musiała przeprowadzić się na bezludną wyspę i zabrać ze sobą tylko jeden kolorowy kosmetyk, nie zastanawiałabym się długo i spakowałabym róż do policzków*. Dopiero od niedawna używam go do codziennego makijażu i każdego dnia zastanawiam się, jak w ogóle mogłam funkcjonować wcześniej! Odrobina koloru na policzkach naprawdę czyni cuda – rozświetla zmęczoną cerę, nadaje blasku podpuchniętym oczom, w zestawie z dobrym podkładem i brzoskwiniowym błyszczykiem potrafi dodać kilka godzin snu (dobrze, że przynajmniej makijaż ma takie możliwości).

Do tej pory dzielnie służył mi wyłącznie ciepły, koralowy róż w kremie Essence z kolekcji Ready for Boarding (pokazywałam go TUTAJ). Z nadejściem wiosny postanowiłam jednak uzupełnić zapasy o jakiś pomarańczowy odcień. Po wielu tygodniach poszukiwań, rozterek i wahań padło na trio Sleeka w wersji Lace – pierwotnie większą ochotę miałam na Pumpkin, ale trochę się przestraszyłam, że tak zdecydowane kolory nie będą chciały ze mną współpracować. Lace to bardzo kompromisowy wybór, w sam raz dla niezdecydowanych: w paletce znajdziemy i pomarańczowy, i koralowy, i różowy odcień, powinna Was też zadowolić niezależnie od tego, jakie wykończenie lubicie – jest i shimmer, i mat (x2).

sleek-lace-blisko

sleek-swatch

Lace z bliska, od lewej:

  • Crochet – matowy, jasnopomarańczowy odcień. Dobrze napigmentowany. Właśnie takiego koloru poszukiwałam, w praktyce okazało się jednak, że moja karnacja zdecydowanie lepiej czuje się w towarzystwie czerwono-różowych tonów.
  • Guipure – bardzo niejednoznaczny odcień. Na moich zdjęciach robionych w pełnym słońcu wygląda jak jasnoróżowy, ale spójrzcie gdzie indziej, np. na oficjalne fotki (klik). Nałożony na skórę, daje delikatną, perłową poświatę o brzoskwiniowo-różowym zabarwieniu i brokatowym wykończeniu – wydaje mi się idealny do dyskretnego podkreślania kości policzkowych.
  • Chantilly – czyli matowy kolor koralowy (spróbujcie powiedzieć to głośno bez zaplątania języka). Chyba najlepiej mi znany ze wszystkich trzech odcieni, co za tym idzie najmniej interesujący ;)

Póki co jestem w fazie oswajania nowej metody aplikacji, dlatego na razie nie będę się wypowiadać o trwałości ani o innych jakościowych aspektach. Trudno przerzucić się na pędzel komuś, kto od zawsze, mimo rosnącej sterty rozmaitych aplikatorów, maluje się palcami :) Niestety, w przypadku paletki Lace taka metoda nie przynosi spektakularnych efektów, ale nie poddaję się – wierzę, że to kwestia wprawy i znalezienia odpowiedniego pędzelka.

A co Wy o niej myślicie?

sleek-lace-4

* chociaż na pewno próbowałabym przemycić w kieszeniach jeszcze dobry podkład, wodoodporny tusz do rzęs i lakier do paznokci. I kredkę do brwi. I troszkę pudru. I turkusowy eyeliner.

Sleek – paleta róży do policzków Blush by 3 w odcieniu Lace | cena: 45zł/20g | dostępna na Allegro i w drogeriach internetowych.