Essie – Tart Deco

essie6

manicureAleż leniwy dzień – mimo olbrzymiej dawki kawy od rana snuję się po domu bez większego sensu i jakoś nie mogę się dobudzić. Wcale mi to jednak nie przeszkadza, bo uważam, że od czasu do czasu takie bezproduktywne dni naprawdę się przydają – praca pracą, aktywny wypoczynek aktywnym wypoczynkiem, do zrobienia miliard rzeczy, ale czasem dobrze naładować baterie właśnie w taki sposób: oglądając głupie programy w tv,  leżąc przez dwie godziny w wannie, niedbale kartkując babskie gazety, na które od miesiąca nie było czasu. U mnie niedziela wypada w poniedziałek.

Żeby jakoś ożywić ten dzień, mimo wszystko, biorę na warsztat mój nowy lakier Essie w odcieniu Tart Deco – najbardziej energetyzujący kolor świata. W buteleczce przypomina rozbieloną pomarańczę, na paznokciu nabiera bardziej zdecydowanego wyrazu, który najprościej jest mi określić jako lekko pastelowy, pomarańczowo-koralowy. Ostatnio dużo eksperymentuję z jasnopomarańczowymi lakierami, co w większości przypadków nie kończy się dobrze, ale wygląd Tart Deco pozytywnie mnie zaskoczył – mimo wyraźnie pomarańczowej kolorystyki na paznokciach wygląda „soczyście”, nie przytłacza, co często zdarzało mi się przy innych, zbliżonych kolorystycznie odcieniach, w towarzystwie których moje dłonie po prostu szarzały.

essie5Jakościowo mój trzeci w kolekcji lakier Essie trochę mnie rozczarował. Tym razem do pełnego krycia potrzebne były aż trzy warstwy. Dodatkowo, co widać niestety na zdjęciach, Tart Deco ma tendencję do „bąbelkowania” – rzecz, która nie zdarzyła mi się nigdy wcześniej w przypadku Essie, za to bardzo mnie irytuje w tańszych markach (niechlubną palmę pierwszeństwa dzierżą w tym przypadku lakiery Miss Sporty). Następnym razem poeksperymentuję z top coatem, może to jakoś załagodzi sprawę. Także trwałość nie powala na kolana – standardowe 2-3 dni bez większych odprysków. Na plus jak zwykle: komfortowy, szeroki pędzelek, czas schnięcia i moje ulubione, lśniąco-kremowe wykończenie.

Mimo wszystko jest piękny, prawda? Czuję, że tego lata jeszcze nieraz zagości na moich paznokciach – Tart Deco to taki trochę prozac w lakierze do paznokci :)

essie7

 

PS: Wybaczcie ten koszmarny odcisk na palcu wskazującym, tak naprawdę aż tak się nie rzuca w oczy :)

Essie Tart Deco | 30-35zł / 13.5ml | dostępność: Hebe, SuperPharm, Douglas, internet.

Kilka słów o szamponie Babydream

babydream

recenzjaJak każda początkująca „włosomaniaczka”, prędzej czy później i ja musiałam się zmierzyć z szamponem Babydream. Obecnie używam go już nieco ponad miesiąc i najwyższy czas na wnioski :) Jeśli dopiero zaczynacie eksperymentować z łagodniejszymi produktami do codziennego mycia włosów, rossmannowski szampon z serii dla niemowląt wydaje się optymalnym wyborem i pierwszym produktem, który warto przetestować: jest dostępny w każdym Rossmannie, ma bardzo przyjemny skład i kosztuje grosze (3-4 zł). Mimo to, nie mogę powiedzieć, że się polubiliśmy – po miesiącu regularnego użytkowania mój stosunek do Babydream jest mocno ambiwalentny i właściwie nawet teraz nie wiem, czy go Wam polecać, czy odradzać. To jeden z tych dziwnych przypadków, który bardzo polubił się z moimi włosami, za to ma fatalny wpływ na skórę.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Oto lista zalet i wad, po kolei:

✔ Skład – to pierwszy drogeryjny szampon, który jest tak niedrogi i jednocześnie charakteryzuje się naprawdę baardzo przyjemnym, delikatnym składem (porównywalnym np. ze składem szamponów Pat&Rub). Pełną listę możecie sprawdzić tutaj – nie ma w nim ani silikonów, ani znienawidzonych SLS-ów, ani ich bardziej „dyskretnych” wariacji, obecnych w wielu łagodnych szamponach, jak Sodium Coco Sulfate (Alterra) czy Sodium Myreth Sulfate (Green Pharmacy). Babydream zawiera delikatne substancje myjące: Lauryl Glucoside i Cocamidopropyl Betaine, do tego kwas mlekowy, Panthenol, ekstrakt z kiełków pszenicy i ekstrakt z rumianku. Dodatkowo, co jest dla mnie bardzo ważne, nie zawiera glikolu propylenowego (ani butylenowego) – powszechnie stosowanych humektantów, na które mam koszmarne uczulenie, i z tego powodu zmuszona byłam odrzucić wiele innych szamponów (np. płyn Facelle albo bananową odżywkę TBS).

✔ Cena i dostępność – już o tym wspominałam, ale jeszcze raz powtórzę: szampon Babydream to produkt rossmannowski, więc powinien być dostępny w każdej placówce firmy. Podstawowa cena za 250ml wynosi 4,19zł, na dodatek dość często trafia na przeróżne promocje i można go upolować już za ok. 3,50zł. Miła odmiana po wszystkich drogich produktach „eko”, których na dodatek nie da się dorwać stacjonarnie i trzeba je zamawiać przez internet.

✔ Przedłuża świeżość włosów – przynajmniej w moim przypadku. Babydream bardzo dobrze oczyszcza włosy i – co najważniejsze – zapewnia im długotrwałą świeżość. Korzystając z innych szamponów, musiałam myć włosy praktycznie codziennie. Babydream wydłużył ich czas względnej świeżości do 2-3 dni. 

✔ Działanie na włosy – jeśli chodzi o same włosy, nie zauważyłam żadnych niepokojących objawów. Ani uciążliwego plątania, ani wypadania (wręcz przeciwnie – wreszcie i ja mam baby hair!), ani puchu na głowie po użyciu. Moje włosy bardzo ten szampon polubiły, czego niestety nie mogę powiedzieć o skórze głowy.

Może uczulać – nie rozumiem dlaczego, bo skład wydaje mi się w porządku, ale niestety: to, co Babydream zrobił z moją skórą głowy i z czołem to jakiś koszmar. Po każdym umyciu swędzi mnie cała głowa i z tego co czytałam w internecie nie tylko ja mam taki problem (inne dziewczyny mają też wrażenie „obklejonej” głowy, jakby Babydream nie spłukiwał się do końca – nie wpadłabym na to sama, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem zdania, że faktycznie coś jest na rzeczy). Gorzej z czołem – odkąd stosuję ten szampon, zaczęły się na nim pojawiać drobne, swędzące krostki (od kilku lat nie mam problemów z cerą, więc od razu mnie to zaniepokoiło) i typowo uczuleniowe, czerwone piekące „placki”. Wpierw interpretowałam je jako objaw magisterskiego stresu, potem odstawiałam wszystkie kosmetyki do twarzy po kolei – nic nie pomogło. Wszystko wskazuje więc na to, że to wina Babydream – zwłaszcza, że pozostała część mojej twarzy, która nie ma kontaktu z szamponem, wygląda dokładnie tak jak zwykle. Więc jeśli macie skłonną do podrażnień skórę, zastanówcie się 3 razy nad zakupem tego szamponu – nie wiem, który składnik za to odpowiada (macie jakiś pomysł?), ale któryś musi.

Tak to wygląda w moim przypadku. Bardzo jestem ciekawa, czy i Wy używałyście tego szamponu i jakie macie z nim doświadczenia. Ja niestety (chociaż z ogromnym bólem) muszę go odstawić – uwielbiam to, jak Babydream działa na moje włosy, ale dłuższe stosowanie niechybnie doprowadziłoby mnie do wydrapania połowy czoła. Poza tym, trochę mnie irytuje, że z moim alergicznym trądzikiem znowu wyglądam jak szesnastolatka :) Mimo wszystko uważam, że warto sprawdzić działanie Babydream na własnej skórze i na własnych włosach – może się w końcu okazać, że u Was zdziała cuda, a nawet jeśli się nie polubicie, można go zużyć na sto innych sposobów (np. jako płyn do higieny intymnej albo, jak poleca blogosfera, do mycia pędzli).

Jeśli korzystałyście kiedyś z Babydream, koniecznie dajcie znać, jak się u Was sprawdzał.  Ja tymczasem wyruszam na szamponowy google research – poszukiwanie ideału trwa :)

Babydream – szampon dla dzieci | 4.19zł/250ml | dostępny w sieci drogerii Rossmann. 

Nowości Essie!

essie1

nowosciOto i one – zapowiadane wczoraj nowości od Essie ♥ Ja również skorzystałam z fantastycznej promocji Hebe (kup 1 produkt Essie, drugi otrzymasz za 1zł) i w ten sposób do mojej skromnej kolekcji przybyły dwie następne buteleczki: Tart Deco Turquoise & Caicos. Miałam ochotę na więcej, ale chyba będę musiała poczekać na jakąś następną promocję albo czerwcowy przypływ gotówki, bo następne w kolejce na mojej liście marzeń Cute As A Button Peach Daiquiri zdążyły niestety zniknąć ze sklepu.

Mój mały Essie-zbiorek liczy więc obecnie cztery sztuki i prezentuje się następująco:

essie3

Od lewej: Tart Deco | Turquoise & Caicos | Mint Candy Apple | Watermelon

essie2

PS: Jak widać zmieniłam wygląd bloga i tym razem nareszcie całkiem mi się podoba, ale będę wdzięczna za informacje, czy i u Was działa jak należy, czy nic się nie rozjeżdża, czy wszystko się wyświetla itp. :)

I ♥ …

Chciałam pokazać Wam moje nowe lakiery Essie (!!!), ale krążąca nad Warszawą burza pokrzyżowała mi plany. Moje nowe miłości pojawią się więc na blogu jutro, a dzisiaj coś z zupełnie innej beczki. Jakoś nie przepadam za określeniem „inspiracje”, bo to chyba najbardziej wyeksploatowane słowo w blogosferze, ale niech będzie: oto zbiór znalezionych w internecie fotografii, które mnie ostatnio zainspirowały i wydały mi się tak ładne, że aż muszę się nimi z Wami podzielić ;)

więcej tutaj