Recenzja: The Body Shop – masło do ciała Honeymania

honey1

recenzjaNa pewno słyszałyście już o nowości, która ma się pojawić w sklepach The Body Shop z początkiem września. Firma poszerza swój pielęgnacyjny asortyment o nową linię Honeymania, wyprodukowaną na bazie dzikiego miodu. Dzięki konkursowi na facebooku, przedpremierowa próbka miodowego masełka trafiła w moje ręce nieco wcześniej. Jeśli jesteście ciekawe, jak wypada na tle innych maseł TBS (i innych nawilżaczy w ogóle) – zapraszam do lektury. 

Tak jak w przypadku pozostałych wersji z serii, ogromnym atutem Honeymanii jest zapach – słodki, kojący, bardzo jesienny. Utrzymuje się na skórze jeszcze parę godzin po aplikacji.  Co ciekawe, pachnie w dość nieoczywisty sposób: czuję miód, ale z wyraźną domieszką kwiatów. Konsystencja masełka jest dość gęsta, ale nie sprawia większych problemów – sprawnie się rozsmarowuje, szybko wchłania, nie pozostawia na skórze tłustej ani rolującej się warstwy. Pod tym względem seria miodowa bardzo mi odpowiada – a testowałam już naprawdę wiele wariantów bodyshopowych maseł i bywało różnie (najtrudniejsza do oswojenia była chyba wersja czekoladowa).

honey2

Według producenta, masło Honeymania ma gwarantować 24-godzinne nawilżenie – cała doba jest pewną przesadą, ale trzeba przyznać, że i pod tym względem produkt sprawdza się przyzwoicie. Koi nieprzyjemne uczucie ściągnięcia po kąpieli, zauważalnie zmiękcza i wygładza skórę. Najlepsze efekty zauważyłam zwłaszcza w miejscach na przesuszenia najbardziej podatnych – na łokciach i na piętach. Jak zwykle, gdy mowa o The Body Shop, muszę też pochwalić zaskakująco dobrą wydajność – świetnie się rozprowadza, dlatego do nawilżenia całego ciała wystarczy naprawdę niewielka ilość masełka. TBS to chyba jedna z nielicznych firm, w której naprawdę opłaca się kupować miniaturki – mnie 50ml masła wystarczy spokojnie na 5-6 „całościowych” aplikacji (dla porównania: często szybciej wykańczałam „pełnowymiarowe”, 200-mililitrowe słoiczki innych marek).

Tylko jedno mnie zastanawia: gdzie ten miód?! Jest w kampanii reklamowej, w nazwie serii, kusi z etykiety na wieczku… Ciężko go jednak znaleźć w składzie samego masła:  figuruje gdzieś w dolnych rejestrach, za szeregiem innych nawilżaczy i sztucznym aromatem (pełny skład można sprawdzić tutaj). Sam skład masełka nie różni się zresztą od innych, starszych wersji – tym, co wyróżnia Honeymanię spośród reszty dostępnych w sklepie wariantów jest więc jedynie kolor wieczka i zapach.

honey3

Masła The Body Shop to takie moje „masła niedzielne”. Na dni, kiedy mogę się polenić, zacząć dzień od wyjątkowo pysznego śniadania i wyjątkowo dobrej kawy z bitą śmietaną, poczytać wyjątkowo ciekawe artykuły, a potem wziąć (wyjątkowo) długą kąpiel i wysmarować się najpiękniej pachnącym masłem z całej pokaźnej kolekcji. Mam wiele balsamów, których używam w biegu, na kwadrans przed wyjściem, ale te z Body Shopu wymagają celebracji – przez otulający zapach, przez wymagającą czułego wmasowywania konsystencję, wysoka cena pewnie też robi swoje. Również Honeymanię zużyję w ten sposób z niekłamaną przyjemnością – aromaterapia to najlepszy sposób na jesienną chandrę.

A Wy lubicie masła z The Body Shop? Czekacie na Honeymanię? I jaki zapach pomaga Wam oswoić i przetrwać pierwsze jesienne chłody? – ja, poza miodem, stawiam tradycyjnie na wanilię i czekoladę :)

PS: Będzie mi niezmiernie miło, jeśli oddacie na mnie głos na stronie konkursu testerek Honeymania :)

49 faktów o mnie

tag-49

Bardzo lubię pisać o sobie i kiedy tylko zobaczyłam ten tag wiedziałam, że muszę jak najprędzej przygotować swoją wersję. Żeby nie było nudno, faktów jest tylko 49 (poza tym tak długo myślałam nad najdonioślejszym faktem z mojego życia, który ładnie zamknąłby całość, że w końcu postanowiłam całkiem z niego zrezygnować). 

1. Jestem leworęczna, a może oburęczna, bo poza pisaniem i malowaniem paznokci większość czynności wykonuję prawą ręką.
2. Jestem typową kociarą, w moim domu koty były od zawsze – najdłużej bez kota wytrzymałam pół roku, po wyprowadzce z domu. Pierwszego kota wzięłam ze schroniska, drugiego znalazłam przez przypadek w listopadowy wieczór… na stacji metra(!)
3. Uczyłam się już 6 języków obcych (angielski, niemiecki, francuski, włoski, rosyjski, węgierski), ale potrafię naprawdę swobodnie mówić tylko po angielsku – muszę nad tym kiedyś popracować.
4. Dzięki prapraprababci mam dwa obywatelstwa – polskie i szwajcarskie.
5. Od urodzenia mieszkam w Warszawie, kocham to miasto i czuję się bardzo dumna widząc, jak się rozwija.
6. Tęsknię za czasami, kiedy dla przyjemności czytałam kilkadziesiąt książek rocznie – odkąd studiuję polonistykę, wolę dużo mniej rozwojowe rozrywki.
7. Skoro już o tym mowa: kocham moje studia…
8. …i studiowanie w ogóle. Mam zamiar uczyć się tak długo, jak się da. Następna na liście jest psychologia.
9. Z małymi przerwami bloguję już od 11 lat.
10. Dzięki moim rodzicom w młodości zwiedziłam większość europejskich stolic.
11. Mimo to, nie jestem typem podróżnika. Panicznie boję się latać samolotem, a za najlepszy moment w każdej podróży uważam przekroczenie progu domu po długiej nieobecności.
12. Nie rozumiem, jak ludzie mogą pić alkohol „dla smaku” – moim zdaniem jest paskudny i jeżeli nie mam potrzeby poczuć się wstawiona, w ogóle po niego nie sięgam. Wyjątek od reguły: drinki na bazie Malibu i Sommersby.
13. Kiedy miałam 10 lat, mama ostrzygła mnie na krótko i ludzie brali mnie za chłopca :(
14. Palę od 16 roku życia – paskudztwo, wiem, wiem, w tym roku już na pewno rzucę.
15. Zawsze lubiłam się zadawać z ludźmi starszymi od siebie.
16. Nie umiem i nie lubię chodzić na obcasach.
17. Jestem zdecydowanie typem introwertyczki i ciężko się ze mną zaprzyjaźnić, ale kiedy już się uda, dla przyjaciół jestem w stanie zrobić wszystko, kosztem własnego czasu, snu, pieniędzy itp.
18. Jako dziecko byłam niska i pulchniutka, w wieku 15 lat gwałtownie urosłam i teraz jestem raczej typem chudzielca niż grubaska.
19. Na studiach przez pół roku uczyłam się tańca brzucha, cudowna sprawa!
20. Zawsze miałam dość męskie zainteresowania – w podstawówce kolekcjonowałam modele samochodów i zaciekle kibicowałam Realowi Madryt (finał Ligi Mistrzów z 2000 r. do dziś znam na pamięć).
21. Zawsze też lepiej dogadywałam się z chłopakami, niż z dziewczynami – dopiero na studiach znalazłam przyjaciółki z prawdziwego zdarzenia.
22. Jestem bardzo tolerancyjna i jeśli chodzi o obyczaje, mam zdecydowanie lewicowe poglądy.
23. Co nie zmienia faktu, że nie znoszę polityki i interesowanie się tą kwestią uważam za stratę czasu, jest tyle ciekawszych i przyjemniejszych rzeczy!
24. Mimo że właśnie kończę studia, dalej nie wiem, „kim chcę być w życiu”. Wiem tylko, czego chcę się jeszcze nauczyć. Moim celem zawsze był rozwój i zdobywanie nowej wiedzy, jeśli chodzi o pracę wymagam tyle, żeby mi w tym nie przeszkadzała. Nie mam potrzeby robić kariery. Wolałabym np. pracować na kasie, a potem wracać do domu bez stresu i spędzać czas dokładnie tak, jak chcę, niż być superefektywną panią manager z korporacji, zajętą myśleniem o pracy 24/7. Pracoholizm to zdecydowanie nie moja bajka.
25. Naprawdę nie lubię dzieci. Pociesza mnie trochę, że moja mama też ich nie cierpi, a jednak jakoś dała radę mnie wychować.
26. Na 3. roku studiów przez 3 tygodnie pracowałam w szkole i to był naprawdę najkoszmarniejszy okres w moim życiu. Możesz się łudzić, że będziesz dobrym nauczycielem, słuchając o tych wszystkich strategiach nauczania na zajęciach metodologicznych, ale tak naprawdę wszystko okazuje się w ciągu 5 sekund po wejściu do klasy – właśnie wtedy olśniło mnie, że to nie jest i nigdy nie będzie praca dla mnie.
27. W młodości przerobiłam chyba większość subkultur, w tym krótkotrwały, ale intensywny epizod blackmetalowy.
28. Byłam też psychofanką Tolkiena, a moim największym marzeniem było zostanie dziewczyną Orlando Blooma/Legolasa. Potem przerzuciłam się na Aragorna.
29. Moją największą wadą jest lenistwo i odkładanie wszystkiego na później – nawet teraz piszę te punkty, żeby nie musieć zmywać naczyń i pisać pracy :)
30. Mam krzywy kręgosłup, przez który spędziłam miesiąc w szpitalu. Najlepiej z tego okresu pamiętam czytanie innym dzieciom Chłopców z Placu Broni.
31. Jestem straszną bałaganiarą.
32. Mimo najlepszych starań, ciągle gdzieś się spóźniam.
33. Od dzieciństwa chodzę spać w dziwnych porach – obecnie standardowo ok. 2-3 w nocy, jak się zasiedzę, to o 4-5. Już nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.
34. Gdybym miała wybrać tylko jedną potrawę, którą musiałabym jeść do końca życia, bez zastanowienia wskazałabym na spaghetti carbonara.
35. Nie cierpię ostrych przypraw.
36. Mam bardzo plastyczną, dziecięcą wyobraźnię – nie mogę np. oglądać horrorów, bo potem wpadam na tydzień w paranoję. Nie potrzebuję sugestywnych obrazów, zapewnia mi je moja głowa.
37. Moi asportowi rodzice chcieli naprawić własne błędy i w 1 klasie podstawówki posłali mnie do szkoły judo. Efekt? Uraz do sportu na całe życie (teraz pomału uczę się go lubić na nowo).
38. Jestem jedynaczką.
39. Nie cierpię jeździć samochodem, dlatego nie mam i nie planuję zrobić prawa jazdy.
40. Uwielbiam za to podróżować pociągiem! Kiedy byłam młodsza, zawsze brałam ze sobą w podróż grube XIX-wieczne powieści, czytałam, wyglądałam przez okno i czułam się strasznie romantyczna.
41. Nie rozumiem, jak można słuchać muzyki „ilustracyjnie”, np. podczas czytania albo pisania. Ja skupiam się tylko na tym, po prostu odpalam płytę, kładę się na kanapie i przeżywam. No dobra, czasem jeszcze udaję, że śpiewam, jeśli nikogo nie ma w domu.
42. Przez 4 lata uczyłam się grać na pianinie.
43. Wiem, że obecnie to już trochę passe, ale zawsze lubiłam historie o wampirach. Jak miałam 14 lat zaczytywałam się historią Lestata, do tej pory oglądam Wywiad z wampirem z łezką sentymentu w oku.
44. Jestem dzieckiem rozwodników, dlatego ciężko mi uwierzyć w „miłość na całe życie” – ale i Wam, i sobie oczywiście życzę w tym zakresie szczęścia!
45. Mój styl ubierania najlepiej definiują: dżinsowe szorty, bluzka w paski, wielka torba i skórzana ramoneska.
46. Czerpię niezdrową przyjemność z oglądania seriali dla nastolatków: SkinsPlotkaraPretty Little Liars itp. – pielęgnuję w sobie 16-latkę :)
47. Uspokaja mnie woda. Najbardziej relaksujące miejsce na świecie to dla mnie brzeg morza, a ze złym humorem radzę sobie biorąc kąpiel. Może to przez znak zodiaku (Wodnik).
48. Jestem dziewczyną gracza (zapraszam na jego bloga, jeśli interesuje Was taka tematyka) i sama bardzo lubię grać, zwłaszcza w RPG-i – Baldur’s Gate for life!
49. Uwielbiam gotować, choć jeszcze nie bardzo potrafię.

Uff… było łatwiej, niż myślałam. Jeśli i Wy robiłyście ten tag, koniecznie podrzućcie link, chętnie poczytam :)

Wyniki rozdania!

rozdanie-wyniki

Najwyższa pora ogłosić wyniki rocznicowego rozdania :) Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wysoką frekwencję i wakacyjne wskazówki. Wasze odpowiedzi były bardzo różnorodne, ale najwięcej z Was jako wymarzone miejsce na wakacje wskazywało Londyn, Chorwację albo polskie morze (zgadzam się w stu procentach, chociaż ja ostatnio marzę o wyprawie do południowych Włoch).

Łącznie w rozdaniu wzięły udział 44 osoby – każda z Was mogła zdobyć od 1 do aż 10 losów. Ostatecznie liczba losów wyniosła 219. W wyborze tego jednego, zwycięskiego pomógł mi True Random Number Generator, który wskazał na numer…

wyniki

Frau, gratuluję! Już piszę do Ciebie maila. A całej reszcie jeszcze raz dziękuję za udział w konkursie i zapewniam – kolejne rozdania już niebawem :)

Styl na jesień: Valentino Fall 2013

Zachwyciła mnie jesienna kolekcja Valentino. Ma w sobie to coś, co w zeszłym roku miały  barokowo-folkowe projekty duetu Dolce&Gabbana (można je obejrzeć tutaj) – romantyzm, kobiecość i nutkę dekadencji, cóż lepiej pasuje na jesień? Moją uwagę przykuły bogato zdobione, koronkowe sukienki maxi, wariacje na temat grzecznej małej czarnej z białymi mankietami i kołnierzykiem, jak również wszystkie wariacje na temat królewskiego błękitu – wspominałam już, że to mój ulubiony kolor? – od prostych jednokolorowych mini, do misternych kompozycji błękitu i bieli, przywodzących na myśl chińską porcelanę. Duże wrażenie zrobiły na mnie także kontrastowe połączenia, np. zestawienie koronki i skóry, albo delikatne wykończenie puchatej, sweterkowej sukienki.

Już wkrótce pokażę Wam moje typy na wczesną jesień (tak, naprawdę nie mogę się już doczekać), a póki co zachęcam do obejrzenia tej przepięknej kolekcji. Dajcie znać, czy coś wpadło Wam w oko, czy wolicie inne, mniej dekadenckie klimaty :)

Koronki w wersji maxi 

Niewinna biel

50 twarzy kobaltu 

Czerń + biel

zdjęcia: vogue.com

PS: To naprawdę ostatni moment, by wziąć udział w rocznicowym rozdaniu, więc jeśli macie na to ochotę, a jeszcze tego nie zrobiłyście, zachęcam do szybkiego kliknięcia w link – konkurs kończy się dzisiaj o północy :)