DIY: Przepis na łososia z warzywami i mozarellą

Wiecie, co przede wszystkim motywowało mnie podczas pisania? Myśl o wszystkich przyjemnych rzeczach, które będę mogła robić, gdy już będę miała czas. Proste, codzienne obowiązki – porządkowanie, sprzedawanie niepotrzebnych rzeczy, gotowanie – stały się dla mnie spełnieniem marzeń. Kiedyś zmotywowanie się do zmywania naczyń zajmowało cały dzień, teraz bawię się w kurkę domową w poczuciu absolutnej euforii – choćby dlatego warto było wreszcie uporać się z pracą :)

A ponieważ jeden z efektów tych euforycznych prac domowych został przez nas uwieczniony na zdjęciach, dzisiaj w kategorii „do it yourself” mam dla Was przepis na obiad. Jak wszystko, co robię własnymi rączkami, jest szybki i śmiesznie prosty, a w ramach bonusu – całkiem zdrowy i przepyszny :) Mat couisine przedstawia: zapiekany łosoś z warzywami i mozarellą.

losios

Składniki: 

  • warzywa na patelnię – ja wykorzystałam pyszną mieszankę grecką z Biedronki: ziemniaki, brokuły, kukurydza, cebula, pieczarki + przyprawa, która bardzo dobrze komponuje się z daniem.
  • filet z łososia (u mnie ok. 300g)
  • czosnek (3 ząbki były akurat – nadawały aromat, ale nie zdominowały potrawy)
  • 1 kula sera mozarella 
  • 1-2 łyżki masła 
  • sól, pieprz i przyprawy – u mnie te dołączone do mieszanki greckiej.

Przygotowanie: 

  1. Rozmroziłam warzywa, ułożyłam je w żaroodpornym naczyniu i posypałam odrobiną przyprawy.
  2. Filet z łososia opłukałam, osuszyłam, obrałam ze skóry (no dobrze, tak naprawdę zrobił to mój chłopak), pokroiłam na mniejsze kawałki, z obu stron posypałam solą i pieprzem, ułożyłam na warzywach w brytfance.
  3. Następnie na łososiu ułożyłam plasterki masła, posypałam całość przyprawami i posiekanym czosnkiem.
  4. Tak przygotowaną potrawę należy zapiekać ok. 20 minut w piekarniku rozgrzanym do ok. 180 stopni. Na 2-3 minuty przed wyjęciem ułożyć na wierzchu plasterki mozarelli i jeszcze chwilę pozapiekać, aż ser się roztopi.

Tak prezentuje się efekt końcowy:

losios2

Łosoś + warzywa to chyba najbardziej sycące połączenie świata :) Spokojnie wystarczyło nam na dwa obiady i wyszło dużo lepiej, niż się spodziewaliśmy. Om nom nom!

Skorzystałam z przepisu znalezionego tutaj.

Reklamy

I ♥ autumn

inspimixHalo halo, już jestem i żyję! Wreszcie wolność – przedwczoraj nareszcie skończyłam pisać, dzisiaj nanoszę ostatnie poprawki, potem jeszcze tylko obrona… i drugie studia (jednak wolę mieć status wiecznej studentki niż bezrobotnej). Teraz zapaliłam sobie karmelową Yankee Candle, przebrałam się w najwygodniejszy dresik świata, mogę spędzić cały dzień w domu i nie muszę absolutnie nic robić – jednym słowem, świat już dawno nie wydawał mi się tak fajnym miejscem.

Z radością wracam więc do regularnego blogowania – na rozkrętkę mały mix zdjęć. We wrześniu byłam zajęta i ominęło mnie przesezonowanie blogosfery, więc inauguracja nowego sezonu przychodzi u mnie z małym opóźnieniem. Ale nie mogę się powstrzymać – tak bardzo kocham jesień! Nawet to że leje, wieje i jest zimno przez cały dzień, bo dzięki temu powroty do domu i długie wieczory z kubkiem herbaty robią się magiczne i bardziej relaksujące niż cały dzień spędzony w luksusowym spa. Jesień to też dla mnie taki nowy początek – jak jeszcze chodziłam do szkoły, czekałam z utęsknieniem na 1 września, bo wtedy świat wracał do normalnego rytmu. No więc niech sobie wieje i pada, ja i tak będę zachwycona, bo jesień zawsze jest dla mnie dobra. A poza tym wszystkim, potrafi być również całkiem ładna, prawda?

źródło: weheartit.com / tumblr.com

4 postanowienia pomagisterskie

Z okazji końca lata – a sądząc po tym, co się dzieje za oknem, sierpień płynnie przeszedł w listopad! – przygotowałam dla Was wielką notkę o moich letnich, kosmetycznych ulubieńcach. Niestety, dzisiaj jej nie będzie, bo nie zdążę obrobić zdjęć. Kiedy będzie – nie wiadomo, może trafi na moment, w którym lato jeszcze na chwilę powróci. Ostatnio żyję w strasznej histerii, nasz dom przypomina pobojowisko, mój chłopak walczy z gramatyką historyczną, a ja próbuję udowodnić samej sobie i pani promotor, że w 10 dni da się napisać dwa i pół rozdziału pracy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, około połowy września powinnam być wreszcie wolnym człowiekiem.

Tymczasem wieczór zastał mnie (jak zwykle przekładającą pisanie na noc) w domowym dresie, jedzącą zupę Vifon popijaną Colą na kolację, z nowym numerem Women’s Health w drugiej ręce. Ten smutny kontrast wydał mi się tak zabawny (w złym sensie), że w ramach pocieszania samej siebie i odpowiedzi na pytanie „co robię z moim życiem” stworzyłam na szybko listę 4 zadań urodowo-zdrowotnych, których realizacji chcę się podjąć tuż po obronie i rozpoczęciu nowego, lepszego, postudenckiego życia. Coś jak lista noworoczna, tyle że Nowy Rok wypada tym razem jakoś pod koniec września :)

postanowienia

Nic wielkiego, nic odkrywczego, część się powtarza, ale jakoś od razu mi lepiej. W ogóle jestem wielką fanką list wszelkiego typu, staram się planować sobie w ten sposób każdy dzień (wypisuję nawet tak mało znaczące hasła jak „wykąpać się”, „pozmywać” czy „pójść po chleb i wynieść śmieci” – zawsze to jakieś obowiązki). A listy, które tutaj publikuję, są szczególnie ważne, bo czuję się podwójnie zobowiązana do realizowania tych punktów – przez siebie i przez Was :)

Tymczasem znikam na jakiś czas i mam nadzieję, że jak już wrócę, będę wreszcie świeżo upieczoną panią magister. Mam ostatnio miliard pomysłów, co robić dalej z życiem – tylko jakoś czasu brak.

A więc do usłyszenia, i pamiętajcie – zupki chińskie i fit-czasopisma (ewentualnie fit blogi) to nigdy nie jest dobre połączenie! :)