Jesienne rozdanie (do 10 listopada)

rozdanie1

Zgodnie z zapowiedzią, dzisiaj ciąg dalszy dyniowej tematyki. Byłam wczoraj w Bath&Body Works, żeby obwąchać ich jesienne nowości (to, co sobie kupiłam, wkrótce pokażę Wam w osobnej notce). Przy okazji pomyślałam, że i dla Was wezmę mały prezent: balsam do ciała Sweet cinnamon pumpkinBalsam ma 236ml i pachnie obłędnie – bardzo jesiennie, ale jednocześnie delikatnie. Powinien się więc spodobać i tym z Was, które nie lubią ciężkich, kręcących w nosie słodko-korzennych zapachów. Według producenta główne nuty zapachowe Sweet cinnamon pumpkin to świeża dynia, jabłko, cynamon i wanilia.

rozdanie2

ZASADY: 
Rozdanie potrwa od dzisiaj do 10 listopada włącznie. Spośród wszystkich osób, które do tego czasu się zgłoszą, wylosuję jedną, do której powędruje balsam Bath&Body Works.  Żeby wziąć udział w losowaniu, należy spełnić jeden warunek, czyli obserwować mój blog  albo na bloglovin’ (tutaj)albo przez subskrypcję mailową (okienko +Follow w prawym, dolnym rogu przeglądarki), albo na facebooku (czyli tu).

Proszę o zgłoszenia wyłącznie w komentarzach pod tą notką – dla ułatwienia podaję szablon:

nick: 
adres e-mail: 
obserwuję jako: login z Bloglovin / adres e-mail / Facebook – imię i pierwsza litera nazwiska.

Oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie obserwować bloga np. i na bloglovin’, i na facebooku, albo jeśli udostępnicie informację o rozdaniu na swoim blogu, ale do wzięcia udziału absolutnie nie jest to konieczne :)

rozdanie4

Regulamin: 

1. Organizatorem konkursu i sponsorem nagrody jestem ja, właścicielka bloga fiuubzdziu.wordpress.com
2. Konkurs trwa od 31.10.2013 do 10.11.2013 włącznie.
3. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest obserwowanie bloga Fiuubździu i zgłoszenie chęci wzięcia udziału w komentarzach pod niniejszym postem.
4. Spośród wszystkich poprawnych zgłoszeń w ciągu 3 dni od zakończenia konkursu wylosowany zostanie zwycięzca.
5. Ze zwycięzcą skontaktuję się e-mailowo, a po uzyskaniu jego adresu pocztowego, wyślę nagrodę listem poleconym priorytetowym na mój koszt w ciągu 3 dni roboczych.
6. W konkursie mogą brać udział wyłącznie osoby pełnoletnie. Osoby poniżej 18 roku życia muszą uzyskać zgodę rodziców na wzięcie udziału w konkursie.
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Powodzenia! 

This is Halloween!

inspimixZ Halloween trochę tak jak z Walentynkami – mam wrażenie, że obchodzenie tych dni nie jest w dobrym tonie, kojarzy się z konformizmem, brakiem patriotyzmu i amerykanizacją. Nie obchodź Halloween, masz przecież swoje Dziady; po co Ci Walentynki, jest przecież Noc Kupały itd. Ja wychodzę jednak z założenia, że każda okazja do świętowania czegokolwiek jest dobra, a Halloween lubię bardzo – może przez mojego sąsiada-przyjaciela z dzieciństwa, który jako pół-Anglik przywiózł do Polski różne dziwne zwyczaje brytyjskich dzieci, może przez moje nastoletnie zamiłowanie do wampirów i powieści grozy, a może po prostu dlatego, że robienie lampionów z dyni i przebieranie się za zombie jest naprawdę fajną zabawą. Dlatego dzisiaj mam dla Was kilka halloweenowych inspiracji, a jutro będzie dodatkowo mała niespodzianka :)

źródło: tumblr.com

A tutaj parę pomysłów, co zrobić z miąższem Halloweenowego lampionu – do zjedzenia i dla urody:

Dyniowy sernik prosto ze słoika (PRZEPIS)

Zapiekanka makaronowa z dynią i brokułem (PRZEPIS)

Pumpkin Spice Latte (PRZEPIS) oraz przepis na przyprawę dyniową

+ 1001 pomysłów na dynię – Festiwal Dyni

+ najprościej, czyli najlepiej – tagliatelle z dynią i szynką parmeńską

Przeciwtrądzikowa maseczka z dyni, jogurtu, oliwy, miodu i migdałów (OPIS DZIAŁANIA)

+ scrub dyniowo-cynamonowy (na pewno wypróbuję!)

+ 4 dyniowe kosmetyki domowej roboty: scrub, maska do włosów, maseczka do twarzy i balsam 

Uff – i co? Nabrałyście ochoty na dynię? Smacznego!

PS: Jeśli lubicie i obchodzicie Halloween, życzę Wam jutro wyjątkowo przerażających horrorów i żebyście zebrały duuużo cukierków. Tym, co nie lubią, życzę po prostu, żeby przez weekend udało się Wam wypocząć (mnie szkoła niestety w tej kwestii popsuła szyki). 

MUA – paletka Heaven & Earth

mua

recenzjaMój stosunek do malowania oczu zmienił się niepostrzeżenie, jakoś na początku tego roku. Jeszcze do niedawna wszystkie mazidła do powiek omijałam szerokim łukiem, a kupowanie całej paletki wydawało mi się zwykłym wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Używałam tylko jednego koloru – neutralnego beżu, pozwalającego zamaskować poranne zaczerwienienie powieki. Na szczęście tegoroczne zakupy (mam tu na myśli przede wszystkim paletki Sleek) nauczyły mnie, że jakość może iść w parze z możliwą do przełknięcia ceną, a dobry cień na powiece może wyglądać tak jak w opakowaniu i na dodatek nie spływać z niej po godzinie od aplikacji. Jedno się za to nie zmieniło – nadal najchętniej sięgam po wszelkie możliwe odcienie brązów, beżów i dyskretnych szarości. Moją paletką pierwszej pomocy, bez której nie wyobrażam sobie codziennego makijażu, stała się ta od MUA – Heaven & EarthPrawdziwy smakołyk dla wszystkich fanek kremowo-pralinkowych odcieni na powiekach!

mua2

MUA lubi *inspirować się* produktami bardziej ekskluzywnych marek – np. czy tylko mnie buteleczki ich lakierów przywodzą na myśl pewną markę na „e”…? Paletka Heaven & Earth jest z kolei duplikatem kultowej Naked od Urban Decay. Kolorystyka niemalże identyczna (porównanie znajdziecie tutaj), za to cena kilkakrotnie niższa: w drogeriach internetowych MUA kosztuje ok. 20 zł, podczas gdy zakup paletki UD wiąże się z wydatkiem ok. 150 zł. Wiem, że w cenę tej drugiej wliczone są świetna jakość, punkty lansu i przyjemność wynikająca z obcowania z dobrami luksusowymi – dla mnie to mimo wszystko cena z kosmosu i nie skusiłabym się na Naked nawet gdyby sprzedawali ją w opakowaniach ze szczerego złota. Mój snobizm realizuje się po prostu w innych obszarach i wolałabym zainwestować w perfumy albo pielęgnację. W przypadku kosmetyków kolorowych moje potrzeby całkowicie zaspokajają tego typu „budżetowe” wersje – zwłaszcza że, jak pokazuje przykład MUA, niska cena wcale nie musi iść w parze z niską jakością.

mua3

Zapakowane w plastikową kasetkę cienie z Heaven & Earth są dobrze napigmentowane, nie osypują się, dość długo wytrzymują na powiece, choć pod tym względem wypadają trochę gorzej niż konkurencyjny Sleek. Czasem zbierają się niestety w załamaniach powieki, ale nie jest to normą. Jakoś trudno mi pisać na poważnie o jakichkolwiek wadach, kiedy biorę pod uwagę, że koszt jednego odcienia to ok. 1,60 zł (nie licząc opakowania i dołączonego aplikatora). Zresztą kolory Heaven & Earth są tak piękne, tak jesienne i tak bardzo w moim typie, że nawet gdyby jakościowo były totalnie do niczego, mogłabym im to wybaczyć :)

A Wy miałyście do czynienia z paletkami MUA? Jakie były Wasze wrażenia? Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie jeszcze „Undressed„, chyba wreszcie się na nią skuszę – zbliżający się wielkimi krokami najbardziej depresyjny miesiąc w roku wydaje mi się znakomitą okazją do sprawiania samej sobie małych, kosmetycznych prezentów. 

mua4

MUA Heaven & Earth | ok. 20zł / 9.6 g | dostępna w drogeriach internetowych Cocolita.pl, Mintishop.pl i na Allegro. 

Dobre dla dłoni: Isana 5% Urea + Palmer’s Cocoa Butter Formula

kremy1

polecamDo pielęgnacji dłoni podchodzę niestety z przeświadczeniem, że lepsze jest wrogiem dobrego. Na co dzień jestem z nich bardzo zadowolona, nie sprawiają mi problemów, skóra jest gładka i dobrze nawilżona bez używania żadnych konkretnych specyfików. Dlatego o kremach przeznaczonych specjalnie do pielęgnacji rąk przypominam sobie głównie w okresie jesienno-zimowym, kiedy przez niskie temperatury i rozkręcone ogrzewanie dopada je sezonowe przesuszenie. Jesienią rekompensuję dłoniom stracony czas i zapewniam im turbo-dawkę nawilżaczy. Dzisiaj chciałabym więc polecić Wam dwa kremy, które w ostatnim czasie wpadły w moje (nomen omen) ręce i naprawdę dobrze spisują się w tej roli.

kremy2

Palmer’s Cocoa Butter Formula – hands, elbows, knees & feet concentrated cream 

Marka Palmer’s kusiła mnie od dłuższego czasu. Sprawę przypieczętowało październikowe pudełko Glossybox, w którym pojawił się balsam brązujący tej marki. Pudełek od dłuższego czasu nie kupuję, bloga selekcjonerki edycji – Kasi Tusk – nie czytam, a mimo wszystko po obejrzeniu fotografii zawartości na blogach pobiegłam do drogerii, by wybrać z oferty Palmer’s coś dla siebie – ot, potęga marketingu! A ponieważ staram się zachować resztki rozsądku i kupować to, czego mam najmniej, zamiast wybierać pięćdziesiąty balsam do ciała albo setny żel pod prysznic, chwyciłam kakaowy krem przeznaczony do miejsc wymagających szczególnego nawilżenia: dłoni, łokci, kolan  i stóp.

Krem Palmer’s pachnie przepięknie, jak najprawdziwsze kakao – ilekroć go używam, mój chłopak pyta, dlaczego w pokoju pachnie czekoladą. Wysokie miejsca w składzie kosmetyku zajmują naturalne nawilżacze: masło kakaowe, olej kokosowy, olej palmowy. Jest też niestety parę mniej lubianych składników, jak olej mineralny, glikol propylenowy czy silikony (pełną listę podaję na dole notki). Na szczęście działanie kremu rekompensuje mi jego niezbyt fajny skład – pod tym względem Palmer’s sprawdza się świetnie. Dzięki skoncentrowanej formule jest bardzo wydajny, rewelacyjnie nawilża dłonie, szybciutko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. No i nie można nie doceniać jego aromaterapeutycznego wpływu – w końcu cóż lepiej poprawia humor w jesienne popołudnia niż piękny, utrzymujący się na dłoniach czekoladowy zapach? :)

Krem kosztuje ok. 10-15zł za 60g, na pewno jest dostępny w sklepach internetowych i w sieci drogerii Cosmedica. 

kremy4

Isana – krem do rąk 5% Urea 

Ta niepozorna, niezbyt piękna biało-czerwona tubka kryje świetny produkt za śmiesznie niskie pieniądze – cena regularna kremu Isany wynosi niecałe 6zł za 100ml. Skład kremu jest dość sympatyczny: na drugim miejscu olej sojowy, są też mocznik i masło shea. Podobnie jak Palmer’s, krem z Rossmanna jest dość gęsty, a przez to bardzo wydajny. Podoba mi się także bliżej niezidentyfikowany, ale bez wątpienia przyjemny dla nosa zapach z delikatną, kwiatową nutką. Isana wchłania się nieco wolniej niż Palmer’s, a dodatkowo na jakiś czas po aplikacji pokrywa dłonie lepkim filmem – jeśli nakładam krem na noc, zupełnie mi to nie przeszkadza, ale za dnia potrafi być nieco irytujące. Same efekty nawilżające są w przypadku obu kremów bardzo podobne: szorstkie od zimna dłonie błyskawicznie stają się mięciutkie i gładziutkie. Za Isaną przemawia też oczywiście cena i dostępność – krem znajdziecie w każdym Rossmannie. Są też inne wersje, ale jeszcze ich nie wypróbowałam.

*

Na korzyść kremu Palmer’s przemawia przepiękny zapach i szybkość wchłaniania, z kolei Isana zbiera punkty za fajny skład, cenę i dostępność. Jeden i drugi wydają mi się propozycjami godnymi polecenia na obecny sezon – obie tubki zużyję z niekłamaną przyjemnością.

Miałyście do czynienia z którymś z kremów? A może znalazłyście swój prywatny „krem wszechczasów”? Czekam na Wasze propozycje :)

kremy5

SKŁAD Isana: Aqua, Glycine Soia Oil, Glycerin, Urea, Sodium Lactate, Cethyl Alcohol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate SE, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Cera Alba, Panthenol, Carbomer, Parfum, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol.

SKŁAD Palmer’s: Acqua, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Petrolatum, Propylene Glycol Stearate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Theobroma Cacao (Cocoa) Butter, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate (Vitamin C), Retinyl Palmitate (Vitamin A), PEG-8 Stearate, Hydroethylcellulose, Behentrimonium Methosulfate, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, Fragrance (Parfum), Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Yellow 5, Orange 4.