Essie – Don’t Sweater It

dontsweater1

manicurePrzed Wami Don’t Sweater It – obdarzony wyjątkowo urokliwą nazwą lakier z zeszłorocznej, jesiennej kolekcji Essie Recessionista. Taki brązowo-szary, przygaszony odcień w naszym lakierowo-urodowym slangu funkcjonuje chyba jako „taupe” – dopiero dzisiaj dowiedziałam się, że ta nazwa wzięła się od szaro-brązowego koloru futerka kreta (Talpa europea). I niech mi ktoś kiedyś spróbuje powiedzieć, że malowanie paznokci to mało rozwijające zajęcie :)

Jeśli chodzi o sprawy techniczne, kreci Don’t Sweater It to jeden z bardziej udanych egzemplarzy. Posiada klasyczne, kremowe wykończenie, kryje po dwóch warstwach, błyskawicznie wysycha bez smug czy bąbli. Jest nieźle także jeśli chodzi o trwałość: to co widzicie na zdjęciach, to chyba 3. dzień od aplikacji, a poza małym odpryskiem na palcu wskazującym nie zauważyłam większych ubytków. Szkoda, że pozostałe lakiery z mojego ostatniego zamówienia nie okazały się tak wytrzymałe – rozczarował mnie zwłaszcza Butler Please, który już po jednym dniu nadawał się wyłącznie do zmycia :(

dontsweater2

Kolor Don’t Sweater It może nie robi spektakularnego wrażenia na pierwszy rzut oka, ale ja bardzo go polubiłam. Wydaje mi się subtelny i klasyczny, taki basicowy, idealnie pasujący na co dzień do szkoły albo pracy. Przy okazji: jeśli lubicie tego typu odcienie na paznokciach, ale nie macie zamiaru wydawać na lakier więcej niż 5zł, sprawdźcie Golden Rose z serii Paris, nr 112. Nie zrobiłam jeszcze porównania na paznokciach, ale w buteleczkach GR i Don’t Sweater It wyglądają identycznie.

A jak Wam się podoba kreci odcień od Essie? :)

dontsweater3

Essie Don’t Sweater It | kolekcja Recessionista, jesień 2012 | do kupienia na Allegro, ok. 15zł / 13.5ml

Reklamy

Jesienno-zimowe nowości Essie

n-essie1

nowosciEssie tu, Essie tam, pięć kolejnych Essie mam! Odkąd w marcu po raz pierwszy pomalowałam paznokcie Mint Candy Apple, praktycznie przestałam używać lakierów innych marek, za to konsekwentnie powiększam moją essie-kolekcję. Mam nadzieję, że wszystkie inne lakiery, zapomniane i poupychane w ciasnych, ciemnych pudełkach, któregoś dnia mi to wybaczą.

Dzisiejsze nowości to egzemplarze z zeszłorocznych kolekcji limitowanych: letniej Bikini so teeny, jesiennej Recessionista i zimowej Leading Lady. W przypadku Essie opłaca się trochę poczekać: kobaltowy Butler Please marzył mi się tak bardzo, że już rozważałam ściągnięcie go z Ameryki, a tu proszę – minęło parę miesięcy i można go całkowicie bezproblemowo kupić na allegro za niecałe 14zł. Mam nadzieję, że podobnie będzie z tegoroczną kolekcją jesienną, do której wzdycham, ilekroć mignie mi w internetach.

Aukcji z tanimi, limitowanymi lakierami Essie jest na allegro mnóstwo, ja polecam tego użytkownika (tylko u niego widziałam pełną Recessionistę). Koszt jednej buteleczki to 13,79zł.

n-essie2

Od lewej: 
turkusowy Where’s my Chauffeur? z kolekcji Leading Lady
*
kobaltowy Butler Please z kolekcji Leading Lady
intensywny róż Off the Shoulder z kolekcji Bikini so teeny
bordowy Head Mistress z kolekcji Recessionista
* taupe Don’t Sweater It z kolekcji Recessionista 

Teraz trochę żałuję, że wzięłam Chauffeura, bo w buteleczce wydaje się prawie identyczny z Turquoise & Caicos. Mam nadzieję, że na paznokciach będzie widać większą różnicę – sądząc po znalezionych w internecie swatchach, Chauffeur jest bardziej niebieski, podczas gdy Turquoise… staje się bardziej zielony. 

n-essiepor

(Where’s my Chauffeur? vs. Turquoise & Caicos)

A tak prezentuje się rodzina w komplecie – jak widać moje preferencje kolorystyczne są dość jasno sprecyzowane :)

n-essie4Blanc | Mint Candy Apple ♥ | Turquoise & Caicos | Where’s my Chauffeur?
Tart Deco | Cute as a button ♥ | Off the Shoulder | Watermelon
Head Mistress | Don’t Sweater it | Go Overboard | Butler Please 

A na sam koniec przypominam o rozdaniu – jeśli macie ochotę na dynię z cynamonem, zgłaszajcie się prędko, bo konkurs trwa tylko do niedzieli!

rozdanie1

Essie – Go Overboard

I znowu trochę mnie nie było, ale miałam ważne powody: nareszcie się udało, od wtorku jestem magistrem :) !!! Fakt tak doniosły, że bez wątpienia zasługuje na trzy wykrzykniki. Zaczęłam także drugie studia, o których od dawna marzyłam, czyli psychologię – teraz zamiast obijać się przed telewizorem, weekendy spędzam słuchając o podstawach statystyki, psychometrii, rozwoju człowieka i promocji zdrowia psychicznego.

Na szczęście gdzieś w tym wszystkim wysupłałam chwilkę na wizytę w Hebe i całkowitym przypadkiem kupiłam lakier w idealnie jesiennym kolorze – Essie Go Overboard. Nie wiem, co robił w regularnej sprzedaży, ponieważ pochodzi z limitowanej (o dziwo wiosennej) kolekcji z 2011 roku. Tytułowy Go Overboard to przepiękna mieszanka ciemnej, butelkowej zieleni z odrobiną niebieskich tonów – idealny w towarzystwie karmelowej torebki, pierścionków retro i kremowych rękawiczek.

goover

Go Overboard do pełnego krycia potrzebuje (tradycyjnie) nałożenia dwóch warstw, ma kremową konsystencję i charakterystyczny dla Essie wysoki połysk bez użycia żadnego top coatu. Jego trwałość pozostawia niestety wiele do życzenia – pierwsze odpryski pojawiły się już pierwszego dnia, na trzeci dzień nie nadawał się już do noszenia. Trudno też się z nim pożegnać, bo mimo nałożenia bazy podczas zmywania ma tendencję do barwienia płytki. Mimo wszystko kolor jest tak piękny i tak idealnie wpisuje się w moje kolorystyczne preferencje, że jestem w stanie mu to wszystko wybaczyć.

goover2

A jak Wam się podoba? Lubicie takie ciemne barwy?

Essie Go Overboard | ok. 30 zł / 13.5 ml | dostępny w sieci drogerii Hebe. 

Essie – Bouncer It’s Me (Neon 2013)

bounceritsme

manicureBouncer It’s Me z tegorocznej kolekcji letnich neonów, to pierwszy lakier Essie, który mnie bardzo rozczarował. Nawet nie chodzi o to, że jest zły sam w sobie i myślę, że w gruncie rzeczy można go polubić (co z powodzeniem udowadniają entuzjastyczne posty reszty blogosfery) – moje rozczarowanie zamyka się w prostym stwierdzeniu „to nie to, czego się spodziewałam”.

Na półce Bouncer It’s Me wydaje się chabrowy, bardzo podobny do wymarzonego Butler Please z zimowej kolekcji (wspominałam o nim tutaj). Niestety, koloru z buteleczki nie da się odtworzyć na paznokciach – po nałożeniu na płytkę lakier ciemnieje i zdecydowanie bliżej mu do granatu, niezależnie od ilości nałożonych warstw. Nie podoba mi się także wykończenie: zamiast tradycyjnej dla Essie, kremowej formuły, Bouncer… przypomina lakiery żelowe albo pół-maty. Może tego typu dziwactwa mają swoje grono zwolenniczek, ja jednak do nich nie należę. Przykrą kropką nad i stają się kwestie techniczne: podczas aplikacji lakieru mogą tworzyć się bąbelki, a trwałość woła o pomstę do nieba – już 1. dnia pojawiły się odpryski. Wszystko to bym jakoś wybaczyła, gdyby lakier wyprodukowało Wibo albo Essence (w końcu, mimo wszystkich mankamentów, Bouncer nie wygląda najgorzej) – ale to jednak Essie i moje wymagania wobec tej marki są wprost proporcjonalne do ceny ich produktów.

bounceritsme2Po nieprzyjemnym pierwszym spotkaniu Bouncer It’s Me najprawdopodobniej poszuka nowego domu – zdecydowanie lepiej dogaduję się z lakierami o bardziej tradycyjnej, kremowej formule.

A jak Wam się podoba?

PS: Przy okazji chciałabym Was zaprosić w dwa nowe miejsca: na mój tumblr i na profil na Szafie (chociaż nie przepadam za tym portalem) :)

Follow on Bloglovin